poniedziałek, 13 lipca 2015

Wizyta u psychologa i rozważania, czy nie wrócić do pracy

Piątek (2 dni od pogrzebu)
Monika była dzisiaj umówiona ze znajomą psycholog. Bardzo się denerwowała tym spotkaniem. Dzisiaj miała iść sama, chciała najpierw pogadać z panią psycholog odnośnie Franka. O 10 umówiła się z Emilią, że zawiezie Franka do niej, bo akurat dzisiaj miała wolne. Gdy go zawiozła, pojechała do poradni, gdzie pracuje jej znajoma. Weszła do budynku. Magdalena czekała już na nią. Zaprosiła ją do swojego gabinetu.
-Dziękuję, że pani się ze mną spotkała- powiedziała Monika.
-Ależ proszę. Napije się pani czegoś?- zaproponowała.
-Nie, dziękuję- odmówiła. Monika stresowała się całą rozmową.
-Widzę, że jest pani zdenerwowana rozmową- zauważyła Magda.
-Bardzo- powiedziała.
-Może przejdziemy na ty? Tyle się już znamy, a cały czas mówimy do siebie pani- zaproponowała.
-Możemy- Monika się zgodziła.
-A więc, co cię do mnie sprowadza?- zapytała Magda.
-Chodzi o mojego syna. Mam z nim problem. Chodzi o to, że- Monika, jak pomyślała o Arturze, to zaczęła szlochać-mój mąż zmarł- szloch zamienił się już w płacz.
-Ale spokojnie- zareagowała- Jak chcesz możemy przełożyć tą rozmowę.
-Nie, dobra, mogę mówić- Monika ochłonęła- Chodzi, o to, że Franek nie śpi nocami, bardzo to przeżywa. Z resztą ja też. To jakiś koszmar- Monika już nie płakała, starała się mówić spokojnie.
-To trudny czas, kiedy najbliższa osoba odchodzi. Rozumiem, że to stało się nie dawno?- zapytała Magdalena.
-Tak, w środę był pogrzeb- powiedziała Monika.
-Rozumiem. Jesteś teraz w czasie, kiedy ogarnia cię smutek, ale w końcu nadejdzie chwila, kiedy pogodzisz się, że po prostu tak musiało być- mówiła Magda.
-Ale ja już po mału to próbuję zrozumieć, tylko że z Frankiem jest znacznie gorzej. On jest niepełnosprawny, do tego adoptowany, bardzo źle to znosi. Pyta się, czy tata do nas wróci. Ja już nie wiem, co mam mu odpowiadać- mówiła załamana.
-Doskonale rozumiem- Magda cały czas zachowywała spokój- Monika, przyjdź do mnie z synem- psycholog spojrzała w kalendarz- proponuję za 2 tygodnie w środę. To będzie 29, na 13.45.
-No dobra- Monika w tej chwili dostała sms-a od Emilki Monika, mam problem z Frankiem. Możesz przyjechać?- Magda, muszę jechać po Franka. Zostawiłam go u koleżanki i napisała mi sms-a, że ma z nim problem.
-Jasne, jedź. To widzimy się 29- powiedziała, odprowadzając Monikę do drzwi.
-Jeszcze raz dzięki- Monika była jej bardzo wdzięczna.
***
Dom Emilii. Monika wparowała do mieszkania, jakby ją wściekły pies gonił.
-Co się stało Emilia?
-Zapytałam się Franka, co by zjadł. Powiedział, że chce pizze, no to zamówiłam pizze. Jak już przyjechał dostawca, to poszliśmy do kuchni, żeby ją zjeść. Sam wybierał z czym chce tą pizzę, a jak już zaczęliśmy jeść, to powiedział, że nie będzie jej jadł, bo on nie lubi pieczarek- Emilka opowiedziała jej, jak to było. Była przejęta tym trochę, nigdy nie spotkała się z taką sytuacją.
-Jak nie lubi pieczarek, jak za każdym razem obieram pieczarki, to potrafi mi połowę zjeść. Franek, pani Emilka była dla ciebie taka miła, a ty co?- powiedziała zdenerwowana.
-Ale już nie lubię- powiedział Franek.
-Emilka, możemy pogadać na osobności?- zapytała Monika.
-Oczywiście, a co z Frankiem?
-Włącz mu telewizor, daj pilota i nie ma dziecka- powiedziała Monika. Emilia zrobiła, tak jak poradziła jej Monika i zadziałało. Koleżanki poszły do kuchni i zaczęły rozmawiać.
-Zrobić Ci coś do picia?- zapytała, wstawiając wodę.
-Możesz mi zrobić kawę rozpuszczalną- powiedziała- Emilka, wiesz co sobie myślę. Może wróciłabym do pracy. Zarobiłabym trochę- Monika zaczęła rozmyślać- Zajęłabym się czymś, to może bym trochę zapomniała o tym wszystkim.
-To nie za wcześnie Monika? Poza tym słyszałam, że jesteś w ciąży- postawiła przy Monice kubek z kawą- Chcesz mleka?
-Tak, poproszę. Wiem, ale dopóki brzucha nie widać, to mogłabym pracować. Co prawda mamy kasę na koncie, ale to jest na operację Franka, a muszę mieć na opłaty. Przecież wiesz, jaka ta operacja jest dla mnie ważna, a przecież nie muszę pracować na patrolu. Jak trzeba będzie, mogę pracować za biurkiem- Monika co raz bardziej chciała wrócić do pracy.
-Monika, nie wiem co ci powiedzieć. Ta decyzja powinna należeć wyłącznie od ciebie- Emilia nigdy nie była w takiej sytuacji, więc nie wiedziała co jej doradzić.
-Może pójdę w poniedziałek do Wysockiego- Monika miała mieszane uczucia, ale chciała wrócić do pracy.
-Naprawdę Monika, nie wiem co ci odpowiedzieć, ale myślę, że rozmowa z Wysockim to dobry pomysł- powiedziała Emilia.
-Mamo- zawołał Franek- Idziemy do domu?
-Zaraz idziemy Franek, tylko kawę skończę pić- powiedziała Monika. Ona też już chciała wracać. Kiedy skończyła pić i rozmawiać z Emilią, pożegnała się z koleżanką, przeprosiła koleżankę za zachowanie jej syna i pojechała do domu.
***
Gdy jechali, Monika skręciła w wąską, jednokierunkową uliczkę. Była zdziwiona, gdy zobaczyła faceta jadącego z naprzeciwka. Zaczęła ostro hamować.

Bu hahaha, przepraszam. Musiałam, dawno nie kończyłam w takim momencie. Tylko mnie nie zabijajcie. Następne opowiadanie o Monice pojawi się tak jak zwykle w niedzielę, a o Krzyśku mam nadzieje, że jutro, najpóźniej w czwartek.
Pozdrowienia dla Czytelników,
Karola

środa, 1 lipca 2015

Pogrzeb Artura

Minęły już trzy od śmierci Artura. Monika nie mogła spać. O 12 mieli być w kościele, a była dopiero 8. Chodziła po mieszkaniu bez celu. O 10 obudziła Franka, żeby zdążyli dotrzeć na czas. Monika nie wiedziała jeszcze w co się ubierze. Wybrała czarną garsonkę. Franek ubrał się w garnitur. Monika kupiła mu go z Arturem na zupełnie inną okazję. Na ich 15 rocznicę, której Monika się nie doczekała. O 11 przyjechał po nią teściu i pojechali do kościoła. Na miejscu była już matka Artura i Agnieszka. Stały i płakały. Monika do nich podeszła, a jej teściu poczekał z Frankiem. Chcieli mu zaoszczędzić widoków. Wystarczył sam fakt, że widział swoją mamę, jak płacze. Kościół zaczął się po mału zapełniać. Była to głównie rodzina, kuzynka Moniki- Ania razem z Oskarem, kuzyni Artura i trochę dalsza rodzina. Zjawili się również znajomi Artura z pracy oraz najbliżsi znajomi Moniki: Julia, Ola, Emilia, Krzysiek, Mikołaj, a nawet komendant Wysocki. Po mszy, udali się na cmentarz. Gdy chowali Artura Monika bardzo płakała. Krzysiek stał obok niej i ocierał łzy z polików. Po ceremonii najbliższa rodzina i znajomi udali się na obiad do Moniki. Gdy wszyscy zajęli miejsca, Monika przyniosła ciepły rosół, a potem ziemniaki i mięso. Gdy zjedli, zaczęli wspominać Artura. Mimo, że Monika w środku bardzo to przeżywała, potrafiła się śmiać z niektórych wspomnień.
-Ja pamiętam- zaczął ojciec Artura- Jak Artur poprosił mnie, żebym zadzwonił do mamy i poprosił o to, żeby wróciła.
-Pamiętam to doskonale- wtrąciła Monika- Byłam na niego zła, że pojechał wtedy w delegację, ale jak mi powiedział co zrobił, nie umiałam się na niego gniewać.
-Może trochę przesadziłam wtedy, naciskając tak na ciebie- powiedziała teściowa.
-Trochę?- zauważyła Monika.
-No dobra, bardzo- przyznała Halina. Siedzieli jeszcze do 20 i wspominali Artura, po czym goście udali się do swoich domów. Zostali tylko teście Moniki z córką oraz Krzysiek, aby pomóc jej sprzątać. Później również oni udali się do swoich domów. Monika położyła spać Franka, a ona poszła do salonu i zaczęła szperać w szafce pod telewizorem. Znalazła kilka zdjęć, między innymi jak zabrali Agnieszkę nad morze, miała wtedy góra 4lata. Później znalazła fotografię swoją i Artura, kiedy urodziła się Agnieszka. Nie byli wtedy jeszcze małżeństwem. Artur był bardzo szczęśliwy, że został bratem. Pamiętała to bardzo dobrze, jak szybko Artur jechał, aby zdążyć dojechać na czas do szpitala. W pewnym momencie znalazła płytę z napisem Monika i Artur Ślub 16 wrzesień 2000. Włożyła ją do odtwarzacza i puściła. Widziała siebie i Artura szczęśliwych. Nie chciała oglądać początku, tylko przewinęła do momentu, gdzie stanęli przed ołtarzem i przysięgli sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że się nie opuszczą aż do śmierci. Monice popłynęły łzy, ale pomyślała sobie, że wszystkie warunki spełnili i była z tego dumna. Później nastąpiła chwila, gdzie nałożyli sobie obrączki. Monika spojrzała na swoją. Pamiętała tą chwilę bardzo dobrze. Zastanawiała się, czy Artur też. Niestety, to pytanie zostanie bez odpowiedzi. Następnie przewinęła do momentu, kiedy wznosili za nich toast, a oni się całowali. Już nigdy nie poczuje, jak Artur ją całuje. Następnie zatańczyli pierwszy taniec do piosenki "Wielka miłość". Monika uwielbiała tą piosenkę, dlatego to ją wybrali na pierwszy taniec. Nadal na sentyment do tej piosenki. Była już zmęczona dzisiejszym dniem, dla tego odpuściła dalsze oglądanie i wyłączyła odtwarzacz i telewizor. Nie chciało jej się iść do sypialni, dlatego zasnęła w salonie, tak jak była ubrana.

Miałam dodać wczoraj, ale niestety 3/4 opowiadania niechcąco mi się usunęło i musiałam zacząć od nowa, dlatego jest dzisiaj. W środę będzie o Krzyśku.

środa, 24 czerwca 2015

Reakcja Franka i rodziców Artura

Gdy Franek usłyszał te słowa, bardzo się rozpłakał. Monika nie widziała go nigdy, w takim stanie. Nie wiedziała co zrobić, dla niej samej śmierć Artura była ciężka do zniesienia, a co dopiero dla sześcioletniego chłopca, który tyle w życiu przeszedł. Monika przeniosła syna na łóżko i położyła się obok niego. Zaczęła do niego mówić, że wszystko będzie dobrze, choć wiedziała, że nie będzie. Miała problem, aby go uspokoić. Leżała tak z nim dopóki się nie uspokoił i zasnął. Monika wyszła z pokoju i poszła do kuchni
-Gdzie Emilka?- zapytała Krzyśka, nie widząc koleżanki. Był tylko on i Agnieszka.
-Musiała gdzieś jechać. Jak Franek przyjął wiadomość o śmierci Artura?
-Nie najlepiej, bardzo płakał, ale w końcu zasnął. Tylko coś tak czuję, że to nie potrwa długo- powiedziała Monika.
-Monika, jak byłaś u Franka w pokoju dzwoniła mama- powiedziała Agnieszka- Mówiła, że razem z ojcem przyjadą dzisiaj po mnie.
-A mówiłaś im o Arturze?- Monika całkiem zapomniała o tym, że nie powiedziała o tym jeszcze swoim teściom.
-Nie, powiemy im, jak przyjadą. To chyba będzie lepszy pomysł.
-Też tak sądzę- zgodziła się z nią bratowa.
-Dziewczyny, właśnie dostałem sms-a. Muszę jechać po Tośka do Mikołaja. Dacie dobie rade?- zapytał z troską.
-Myślę, że tak- odpowiedziała niepewnie.
-Jakby co, to dzwoń- powiedział i pożegnał się z nimi.
-Ok, pa- Monika również się pożegnała.
Gdy Krzysiek wyszedł, Monika usłyszała cichy płacz, dobiegający z pokoju jej syna. Delikatnie otworzyła drzwi i weszła do niego. Franek leżał przytulony do poduszki i płakał.
-Co się stało Franuś?- zapytała się, przytulając się do niego.
-Dlaczego tata nie żyje? Ja go tak bardzo kocham. Ja chcę, żeby teraz tutaj był i przytulił mnie- mówił trochę niewyraźnie przez płacz.
-Synku, ja wiem. Też chcę, żeby tata był teraz z nami, ale niestety...- Monice zbierało się na płacz. Nie wiedziała, jak mu to wytłumaczyć. Nie dość, że wystarczającą nacierpiał się przez swojego biologicznego ojca, to teraz stracił Artura. Franek kochał Artura, jak ojca, którego mu brakowało. Teraz czuł, że stracił prawdziwego ojca, którego wcześniej nie miał. Monika nie wiedziała co zrobić. Wtedy przyszła jej do głowy myśl. Zaczęła wertować swój notes z numerami telefonów. Znalazła numer, którego szukała i wykręciła go. Miała szczęście, bo osoba, do której dzwoniła rzadko kiedy odbiera telefon, a jak odebrała za pierwszym razem, to był cud. -Dzień dobry, z tej strony Monika Kownacka- przedstawiła się.
-Dzień dobry pani Moniko- przywitała się jej rozmówczyni. Była to psycholog, która współpracuje z komendą, najczęściej w takich sytuacjach- Co się stało, że pani do mnie dzwoni?
-Mam taką bardziej prywatną sprawę, pani Magdo. Czy mogłybyśmy się spotkać w któryś dzień?- zapytała.
-Nie ma problemu, dla pani zawsze znajdę czas- powiedziała sympatycznym głosem- Kiedy?
-Może być w piątek?- Monika zaproponowała termin.
-Piątek?- powiedziała zastanawiając się- Jasne- odparła po chwili- A można wiedzieć w jakiej sprawie?
-To nie jest rozmowa na telefon- powiedziała Monika, chociaż chciała się już wygadać, ale coś ją powstrzymało.
-Ok, rozumiem, a gdzie chce się pani spotkać i o której?- Magda chciała wszystko uściślić, aby wiedzieć, jak rozplanować czas.
-Może być i u pani, w poradni o 11- powiedziała Monika.
-To jesteśmy umówione, do widzenia- pożegnała się psycholog.
-Do widzenia- Monika się rozłączyła i w tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi, które poszła otworzyć Agnieszka.
-Cześć Agnieszka, jak dobrze widzieć cię całą i zdrową- jej mama była szczęśliwa na widok swojej córki, jednak Aga nie okazywała swojego entuzjazmu- Gdzie Monika i Artur?- zapytała niczego nieświadoma Halina.
-Monika jest w sypialni- powiedziała wskazując na drzwi.
-A co ty taka smutna? Nie cieszysz się na nasz widok?- kobieta była zaskoczona zachowaniem córki.
-Nie mam powodu do radości- powiedziała Aga i poszła do pokoju, w którym ona spała. Wtedy z sypialni wyszła Monika.
-Cześć mamo- przywitała się.
-Cześć, ty też nie w humorze? Chyba obie wstałyście lewą nogą- Monice nie było do śmiechu.
-Nie jest mi wcale do śmiechu- powiedziała.
-No nie nadymaj się tak- teściu ją objął.
-Łatwo ci mówić, Artur nie żyje- wykrzyczała. Jej teściów, aż zatkało. Nie wiedzieli, co mają powiedzieć na tą wieść. Oboje zamarli. Nie wierzyli w to, co mówiła ich synowa.
-Ale, ale- teściowa Moniki zaczęła się jąkać i łzy napłynęły jej do oczu.
-Aga, o czym Monika mówi?- ojciec zwrócił się do córki.
-Artur pojechał w miejsce, gdzie mnie przetrzymywali porywacze. Jeden z porywaczy do niego strzelił. Zmarł na stole operacyjnym- powiedziała przez łzy. Rodzice dziewczyny usiedli na sofie, łzy same leciały im z oczu. Monika z Agą już zaczęły godzić się z losem, ale oni dopiero się dowiedzieli. Myśleli, że to jakiś okropny sen, z którego zaraz się obudzą. Niestety, musieli zmierzyć się z trudną sytuacją. Monika musiała jeszcze załatwić sprawy związane z pogrzebem, więc Aga została z rodzicami, a Monika pojechała z Emilią, która wcześniej zaproponowała, że jej pomoże z tym wszystkim. Wieczorem wróciła zmęczona do domu. Wszyscy już spali. Poszła wziąć zimny prysznic i również położyła się spać.

No, tym razem nie skończyłam tak jak zwykle w najciekawszym momencie. Jak wam się podoba? Pozdrawiam moich Czytelników

poniedziałek, 15 czerwca 2015

"Franek... tata nie żyje"

Monika razem z Agnieszką siedziały i płakały. Emilia i Mikołaj próbowali je jakoś pocieszyć, ale zdawali sobie sprawę z tego, że nie uda im się to. Po godzinie policjanci zdecydowali się zawieźć Monikę i Agę do domu. Powoli udali się do samochodu. Po niedługiej drodze dotarli na miejsce. Aspirant i sierżant zaprowadzili je do domu. Monika była w okropnym stanie. Aga też nie wyglądała lepiej. Emilia postanowiła, że zostanie z nimi, a Mikołaj pojechał zmęczony do domu. Emilia próbowała przekonać swoją koleżankę i Agnieszkę, aby poszły spać. Po godzinie w końcu zasnęły. Emilia była również bardzo zmęczona, ale nie mogła zasnąć.
***
Rano, dom Krzyśka.
-Chłopcy, ja idę do sklepu. Kupić wam coś?- zapytał Krzysiek swojego syna i Franka.
-Tato, kup nam chipsy- poprosił Tosiek.
-Nie ma problemu, a ty Franek coś chcesz?
-Nie, dziękuję- Franek nie miał żadnych życzeń.
-Tylko grzeczni bądźcie i nikomu nie otwierajcie. Przyjdę za 10 minut- powiedział i poszedł sklepu, który znajdował się nie daleko. Mężczyzna kupił bułki na śniadanie, chipsy oraz gazetę z lokalnymi wiadomościami. Kiedy wrócił, uszykował sobie i chłopcom śniadanie, zrobił sobie kawę i poszedł do salonu. Usiadł na sofie i zaczął przeglądać prasę. W pewnym momencie jego uwagę zwrócił jeden artykuł, który był zatytułowany "Porwana nastolatka odnaleziona". Zaczął czytać artykuł. Po jakimś czasie skojarzył fakty, że to chodziło o Agnieszkę. W końcu przeczytał ostatnie zdanie "Brat nastolatki zmarł na stole operacyjnym". Krzysiek nie wierzył w to co przeczytał. Czytał to zdanie chyba z 10 razy, a potem zadzwonił do Moniki. Ku jemu zdziwieniu odebrała Emilia.
-Krzysiek?- powiedziała ściszonym głosem, aby nie obudzić koleżanki i Agnieszki.
-Dlaczego mi nikt nie powiedział?- Krzysztof miał trochę wyrzuty, nie tyle co do Moniki, bo wiedział, że śmierć męża to dla niej cios, ale Mikołaj lub Emilia mogli do niego zadzwonić.
-Nie było nawet jak zadzwonić- Emila próbowała się tłumaczyć.
-Dobra, nieważne. Powiedz lepiej, co z dziewczynami- Krzysiek przejął się tym wszystkim bardzo.
-Nie najlepiej- powiedziała Emilia- Masz zostawić z kimś chłopców? Przyjechałbyś tutaj, może lepiej będzie się czuła w twoim towarzystwie- zaproponowała Krzyśkowi.
-Ale ja nie mam z kim ich zostawić- Krzysiek był zawiedziony, że nie ma jak przyjechać do przyjaciółki.
-Mam pomysł, Mikołaj wisi mi przysługę, zaraz do niego zadzwonię- Emilka się rozłączyła i zadzwoniła do Mikołaja. Po 3 minutach oddzwoniła do Krzyśka.
-Mikołaj powiedział, że nie ma problemu. Możesz ich zawieźć do niego- oznajmiła Emila.
-Dzięki ci Emilia- podziękował koleżance. Krzysiek zawiózł Tośka i Franka do Mikołaja, a on pojechał do Moniki. Kiedy dotarł pod blok, wszedł do klatki i zapukał do drzwi, które otworzyła Emilia.
-Cześć, Monika jeszcze śpi- przywitała go Emilia i wpuściła do środka. Krzysiek wszedł do sypialni, gdzie spała Monika. Jego koleżanka miała rozmazany makijaż i podkrążone oczy od płaczu. Obok niej leżało zdjęcie, na którym była ona oraz jej mąż w dniu ślubu. Krzyśkowi zrobiło się żal koleżanki. Monika zaczęła się budzić.
-Krzysiek?- powiedziała załamanym głosem.
-Cześć Monika, jak się czujesz?- zapytał z troską. Jednak Monika mu nie odpowiedziała tylko się rozpłakała i przytuliła się do Krzyśka.
-Monika, ja wiem, że to trudne, ale przestań płakać- próbował ją jakoś pocieszyć.
-Krzysiek, jak ja sobie poradzę? Mam niepełnosprawnego syna, jestem w ciąży, odeszłam z pracy. Zostałam sama- Monika cały czas płakała.
Do pokoju weszła Emilia
-Nieprawda Monika, my ci pomożemy. Nie zostawimy cię samej- powiedziała, pocieszając Emilia.
-To wszystko moja wina- Monika miała wyrzuty, że nie była bardziej stanowcza.
-Nawet tak nie mów, to nie jest twoja wina. Ty nie miałaś na to wpływu- Emilia próbowała przemówić Monice, że to nie jest jej wina.
-Ale gdybym z nim pojechała to by pewnie żył- Monika bardzo płakała.
-Czasu już nie cofniesz, trzeba żyć dalej- powiedział Krzysztof.
-Krzysiek ma rację- powiedziała Emila.
-Łatwo wam to mówić, bo nie jesteście w mojej sytuacji. Nie wiecie jak to jest stracić męża- Monika siedziała na tapczanie i patrzyła na zdjęcie. Przypomniały jej się wszystkie chwile, nie tylko te fajne, ale również i te mniej fajne. To jak przez Artura spóźniła się do pracy, bo ciągle poruszał temat o in vitro. To jak dał jej przed służbą prezent, który okazał się kłopotliwy. Potem jak byli w ośrodku adopcyjnym, jak Franek zapytał się czy może do nich mówić mamo i tato. I to wspomnienie uświadomiło Monice, że Franek stracił ojca i musi mu o tym powiedzieć, tylko nie wiedziała zupełnie jak. Wiedziała, że nie może powiedzieć mu bez przygotowania.
-Krzysiek, a gdzie jest Franek?- zapytała Monika.
-Jest razem z Tośkiem u Mikołaja, a co?
-Mógłbyś go przywieźć do domu?- poprosiła.
-No pewnie, zaraz go przywiozę- zgodził się jej przyjaciel.
-Dziękuję. Ja idę się ogarnąć, a Agnieszce jeszcze śpi?- Monika nareszcie wzięła się w garść.
-Tak- powiedziała Emilia.
Monika poszła do łazienki zmyć rozmazany makijaż, Emilia poszła robić śniadanie, a Krzysiek pojechał po Franka. Po pół godzinie przyjechał Krzysiek z Frankiem. Monika, Agnieszka i Emilia siedziały w kuchni i piły herbatę. Wszystkie były przygnębione.
-Cześć mamo- powiedział niczego nieświadomy Franek- Jest tata?- zapytał chłopiec.
-Cześć synku- Monika go pocałowała- Taty nie ma- Monice zawiesił się głos, ale wiedziała, że musi zachować zimną krew. -Monika, wszystko w porządku?- zapytała Emilia.
-Tak- powiedziała Monika- Franek, możesz udać się do swojego pokoju?- Franek posłuchał się swojej mamy. Gdy był już u siebie w pokoju odezwała się Emilia.
-Monika.
-Co?- Monika była zdziwiona.
-Przecież i tak będziesz musiała mu o tym powiedzieć.
-Ale to nie jest takie łatwe- cała sytuacja przerastała już Monikę.
-No ale chyba nie powiesz Frankowi, że Artur gdzieś wyjechał czy inną tego typu bajeczkę- Emilia chciała namówić Monikę, żeby porozmawiała z synem jak najszybciej.
-Może byłoby to lepsze- Monika sama nie wiedziała co robić- Franek już się tyle wycierpiał.
-Monika, radzę ci, żebyś poszła i teraz z nim porozmawiała- powiedział Krzysiek. Monika wstała od stołu i poszła do pokoju syna. Franek siedział przy biurku i coś rysował.
-Co rysujesz?- zapytała, podchodząc do biurka.
-Siebie, grającego w piłkę nożną- pokazał na rysunku, popatrzył na niego jeszcze raz i zapytał
-Mamo, mogę się o coś zapytać?
-No pewnie Franek- Monika była bardzo ciekawa.
-Kiedy będę wreszcie chodził? Tak bardzo chciałbym pograć w piłkę- powiedział smutny Franek.
-Już nie długo synku- Monice zrobiło się żal Franka- Franek, muszę Ci coś powiedzieć- Monika wzięła głęboki oddech- Synku, czasami bywa w życiu tak, że- Monika nie wiedziała co powiedzieć, a Franek patrzył się na nią, jakby jej nie poznawał- Chodzi o to, że- Monika dalej nie wiedziała co powiedzieć- Franek, bo tata miał wczoraj operację- Monika się przełamała nareszcie- Niestety, ale tata nie żyje- Monika wreszcie to powiedziała.

Tak wiem, zawsze kończę w takim momencie. Następne opowiadanie pojawi się na pewno do niedzieli. Może być tak, że będzie wcześniej niż w niedziele, ale najpierw będzie opowiadanie o Krzyśku. Pozdrawiam moich Czytelników.

piątek, 12 czerwca 2015

Uwaga

Jeśli ktoś zastanawia się, dlaczego nie ma nowych postów na obu blogach, to na blogu o Krzyśku (krzysiekzapalapip.blogspot.com) pojawił się post z wyjaśnieniem.

niedziela, 7 czerwca 2015

"Jak ja sobie poradzę?"

Na wstępie proponuję przygotować chusteczki.

Monika odebrała telefon od Emilii.
-Emilka, jest 2 w nocy. Co się stało?- Monika nie była zadowolona, że koleżanka ją obudziła.
-Wiemy, gdzie jest Agnieszka, udało się namierzyć położenie jej telefonu- poinformowała ją- Na wylocie z Wrocławia na Kąty Wrocławskie jest opuszczony dom towarowy.
-Wiem gdzie to jest, byłam tam kiedyś. Ale wysłaliście już tam kogoś?- zapytała Monika.
-Właśnie ustalamy plan- Emilka nie zdążyła dokończyć, bo Monika jej przerwała.
-To wy jeszcze plan ustalacie. Czemu nie działacie?- Monika była zdenerwowana.
-Spokojnie Monika, wiemy co robimy. Tylko błagam, nie jedźcie tam- uprzedziła ją Emilka.
-Ok- przytaknęła Monika.
-Kończę Monika, bo musimy jechać i nie chcę tam widzieć ani ciebie, ani Artura- powiedziała i się rozłączyła.
-Co jest?- zapytał  Artur.
- Na wylocie, na Kąty Wrocławskie jest opuszczony dom towarowy- powiedziała Monika.
-Tam jest Aga? Jadę tam- oznajmił Artur i zaczął się ubierać.
-Ale Emilka powiedziała, że nie chce, żeby ktoś z nas tam był- Monika się zbuntowała.
-Ale Monika, to moja siostra, ja tam jadę- Artur wyszedł z sypialni. Monika wyskoczyła z łóżka i pobiegła na przedpokój.
-Błagam, Artur nie jedź tam- prosiła go żona. Artur jednak nie słuchał żony, tylko ją pocałował i wyszedł z mieszkania. Monika usiadła na sofie i tylko myślała o tym, żeby nic mu się nie stało.
***
Na mieście nie było zbyt wielkiego ruchu o 2 w nocy, więc dojazd nie zajął Arturowi zbyt wiele czasu. Skręcił w małą uliczkę, gdzie stał opuszczony dom towarowy. Nie było nigdzie widać jeszcze radiowozów. Przy wejściu do budynku stała tylko ciemna furgonetka. Artur podjechał bliżej, wysiadł z samochodu i się rozejrzał. Nie było nikogo w aucie, ani w pobliżu więc postanowił wejść do środka. Nagle poczuł, że ktoś za nim stoi. Kiedy chciał zobaczyć, kto to jest, poczuł tylko uderzenie i stracił przytomność. Osoba, która za nim stała, wzięła go i zaciągnęła w inne miejsce. Po kilku minutach Artur odzyskał przytomność. Zobaczył swoją przestraszoną siostrę.
-Aga- krzyknął, ale po chwili poczuł ból.
Agnieszka miała związane ręce i zaklejone usta taśmą więc nawet nie miała jak krzyknąć. Artur nie był związany, tylko trzymany przez drugiego mężczyznę, który porwał jego siostrę. Artur postanowił nadepnąć mu na nogę. Porywacz puścił go, bo zaczęła go boleć stopa. Artur podbiegł do swojej siostry. Nagle porywacz, który go uderzył przy wejściu, wyciągnął pistolet i nie ostrzegając, strzelił do Artura. Artur upadł na ziemię, a Agnieszce popłynęły łzy.
***
W tym samym czasie przed opuszczonym domem handlowym policjanci zabezpieczają budynek. Nagle odezwała się Emilia.
-Mikołaj, też słyszałeś strzał?- zapytała przerażona sierżant.
-Czyli się nie przesłyszałem?- Mikołaj również to usłyszał. Policjanci popatrzyli na siebie z przerażeniem. Wyciągnęli bronie, odbezpieczyli je i poszli rozglądać się po budynku. Było ciemno, więc mieli latarki. Nagle Emilia zobaczyła siostrę Artura, porywaczy i krwawiącego Artura, który leżał na ziemi. Emilka kiwnęła Mikołajowi, że są tutaj. Mikołaj z kolei dał znać antyterrorystom, gdzie znajduje się porwana dziewczyna. Mężczyźni wpadli tam i zaczęli krzyczeć. Agnieszka jeszcze bardziej się przeraziła, ale wiedziała już, że może czuć się bezpiecznie. Kiedy porywacze już zostali obezwładnieni, Emilka podbiegła do Agnieszki, a Mikołaj do Artura.
-Emila, mówiłaś Monice, żeby nikt tu nie przyjeżdżał?- Mikołaj się upewnił.
-Tak, nie wiem co mu strzeliło do głowy. Wezwij karetkę Mikołaj lepiej- Emilka bała się, że mężowi jej koleżanki stało się coś. Mikołaj posłuchał się jej i natychmiast wezwał karetkę. Następnie przeszedł do opatrzania ran. Sprawdził najpierw puls. Niestety go nie wyczuł. Następnie sprawdził oddech, ale też nie było czuć, że oddycha. Zatamował krwawienie i zaczął go reanimować. Emilka w tym czasie zajmowała się Agnieszką. Po 10 minutach karetka była na miejscu. Lekarze zabrali Artura i jego siostrę do szpitala. Emilka z Mikołajem pojechali za karetką do szpitala.
***
W szpitalu Artur od razu wylądował na stole operacyjnym, a Agnieszkę wzięli na podstawowe badania. Mikołaj z Emilką siedzieli przed salą, gdzie operowali męża Moniki.
-Trzeba zadzwonić do Moni- powiedziała smutna Emilka.
-Nie będzie lepiej, jak po nią pojedziesz?- Mikołaj obawiał się, że jak Monika się dowie to wpadnie w panikę i jeszcze spowoduje wypadek.
-Mogę pojechać, tylko zadzwonię, żeby się uszykowała- Emilii spodobał się pomysł kolegi.
-Ale nie mów jej co się stało- uprzedził ją aspirant.
-Ok- powiedziała i zadzwoniła do niej.
Kiedy skończyła rozmawiać, wzięła klucze od Mikołaja i pojechała pod blok koleżanki.
***
Przy mieszkaniu Moniki.
Emilka zapukała do drzwi. Monika jej otworzyła.
-Co z Arturem i Agnieszką?- zapytała Monika z nadzieją, że jest wszystko ok.
-Masz z kim zostawić Franka? - Emila na chwilę obecną nie chciała nic mówić, dlatego zmieniła temat rozmowy.
-Tak, u Krzyśka, ale co z Arturem i Agą? - Monika znała ten sposób, dlatego nie dała się jej podejść.
-Powiem ci, jak Franek będzie już u Krzyśka- Emilka tym jeszcze bardziej zdenerwowała Monikę.
-Stało im się coś?- Monika coś wyczuła.
-Spokojnie Monika, zawieźmy go tam najpierw- Emilka nie dawała za wygraną, więc Monika się już zgodziła. Zawiozły syna Kownackiej do Krzyśka i pojechały do szpitala.
-To powiesz mi w końcu, gdzie jedziemy- Monika nie dawała za wygraną.
-Jedziemy do szpitala- Emilka w końcu powiedziała gdzie jadą.
-Co się stało?- Monika się bardzo przejęła.
-Agę wzięli na badania- Monika się uspokoiła, ale Emilka nie skończyła jeszcze- i Artur jest operowany- powiedziała cicho i szybko z nadzieją, że Monika nie usłyszy.
-Co?!- Monika to doskonale usłyszała. Dziewczyny milczały od tej pory aż do szpitala. Gdy tylko Emila zaparkowała radiowóz, Monika pobiegła szybko do rejestracji, a potem pod salę operacyjną, gdzie siedziała już Agnieszka i Mikołaj, który przytulał płaczącą Agnieszkę.
-Co się stało Arturowi?- Monika od razu zapytała.
-Artur został postrzelony- powiedziała Agnieszka i przytuliła się do swojej bratowej. Monika zaniemówiła. Usiadła na ławce, obok Mikołaja i zaczęła płakać. Po dwóch godzinach oczekiwania wyszedł lekarz.
-Pani jest żoną Artura Kownackiego? - zapytał Monikę.
-Tak- odpowiedziała Monika.
-Przykro mi bardzo, robiliśmy wszystko co w naszej mocy, ale niestety, pani mąż zmarł- ta wiadomość zaszokowała Monikę. Usiadła tylko i zaczęła płakać jeszcze bardziej. Nie wierzyła w to co się stało. Cały czas myślała tylko "Jak ja sobie poradzę?" 

Jak się potoczy dalej ta historia przekonacie się w kolejnym opowiadaniu. I przepraszam Nadia, nie chciałaś, żebym nikogo uśmiercała, ale musiałam to zrobić.

piątek, 5 czerwca 2015

Porwanie

Rano do Kownackich miała przyjechać siostra Artura. Miała jechać razem z nimi do Austrii, a Monika obiecała jej jeszcze zakupy przed wyjazdem. Siostra Artura miała przyjechać o 9, a była już 9.30, ale to nie wzbudziło jeszcze żadnych podejrzeń u Moniki. Dzwoniła do niej co prawda, ale pomyślała, że ma wyciszony telefon i nie słyszy, a na mieście są korki. Około 10 postanowiła zadzwonić jeszcze raz, a potem zadzwoniła do swojej teściowej. Teściowa powiedziała Monice, że wyjechała tak jak miała wyjechać. Po 1,5h zaczęła się nie pokoić.
-Artur, a jak coś się jej stało?- zapytała z troską.
-Monika, nie panikuj- mąż ją uspakajał, ale też zaczął mieć dziwne przeczucia, że coś się jej stało.
-Ale miała przyjechać o 9, ja rozumiem 9.30, a jest już 10.30- Monika się denerwowała.
Siedzieli jeszcze tak z 0,5h, że może jeszcze Agnieszka przyjedzie, ale jak nie przyszła, zadzwonili do mamy i powiedzieli jej, że jadą na komendę. Mama Agnieszki i Artura powiedziała, że nie może dzisiaj przyjechać, ale jutro z samego rana będzie. Monika wzięła zdjęcie Agnieszki, które akurat miała pod ręką oraz kopię aktu urodzenia. Miała ksero wrazie by się coś stało. Artur został z Frankiem, a Monika pojechała zgłosić na komendę zaginięcie. Wpadła na komisariat zdenerwowana.
-Monika, co jest- zapytał Jacek, widząc zdenerwowanie u koleżanki.
-Siostra Artura zaginęła i przyjechałam, żeby to zgłosić- Monika mówiła bardzo szybko.
-Spokojnie, na pewno się znajdzie, a teraz pójdziesz i złożysz zawiadomienie. Może być to Emilia i Krzysiek?
-Nawet bym chciała- Monika nie bardzo chciała mówić o tym komuś innemu niż Krzyśkowi. Przy nim czuła się bardziej komfortowo.
***
Po złożeniu przez Monikę zawiadomienia o zaginięciu, Krzysiek dał informację do wszystkich jednostek policyjnych oraz skontaktował się z policją w Oławie. Monika po wszystkim wróciła do domu.
-I jak?- zapytał przejęty Artur.
-No dali informacje do wszystkich jednostek oraz policji w Oławie- powiedziała Monika- Jak ja się o nią boję- wtedy zadzwonił telefon Moniki. Kobieta szybko się poderwała, ale okazało się, że to tylko Ania, jej kuzynka. Monika odebrała, ale szybko się rozłączyła wrazie gdyby dzwoniła Agnieszka. Gdy tak siedzieli i się martwili Artur dostał maila. Szybko go otworzył. Okazało się, że to od porywaczy Agnieszki. Były jej zdjęcia oraz wiadomość, że jeżeli w ciągu 48h nie otrzymają pieniędzy, to Agnieszce stanie się coś i na dodatek nie chcą, aby policja o tym wiedziała. Niestety, było już za późno, a nawet jeśli to Monika jako policjantka wiedziała, że nie wolno ukrywać faktów przed policją. Wysłała Artura na komendę, aby to pokazał. Artur pojechał na policję, a Monika została z synem.
-Mamo, czemu jeszcze nie ma Agi?- zapytał Franek.
-Musiała zostać w domu- Monika nie mogła przecież powiedzieć prawdy.
-A przyjedzie jutro?- Franek chciał się zobaczyć z Agnieszką. Bardzo ją lubił.
-Nie wiem synku- powiedziała Monika. Monika bardzo bała się o Agnieszkę. Nie wiedziała co robić, ale wiedziała, że nie może panikować. Artur po godzinie wrócił do domu.
-Jestem- wszedł Artur do mieszkania.
-Ustaliliście coś?- zapytała Monika od razu.
-Tak, to bracia biologicznego ojca Frania. Maila wysłali z komputera w bibliotece i nie można stwierdzić, gdzie teraz są. Martwię się o nią, w końcu to moja siostra, a ja nie mogę nic z tym zrobić.
-No ja rozumiem, a co z tym wyjazdem do Austrii, chyba go odwołamy?- Monice odechciało się tam jechać, mimo że to chodziło o jej syna.
-Daj spokój, nie chce mi się tam jechać. Przełóżmy go na kiedy indziej- Arturowi też odechciało się wszystkiego. Siedzieli tak chyba do 21, ale nie mieli na nic ochoty, więc poszli się położyć. Artur zasnął szybko, Monika zaś wierciła się ze 2 godziny z boku na bok. W końcu udało się jej zasnąć.
***
Zadzwonił telefon Moniki. Monika podniosła się, aby odebrać
-Czy rozmawiam z panią Moniką Kownacką- odezwał się głos w telefonie.
-Tak, stało się coś. Jest 2 w nocy- powiedziała zaspanym głosem.
-Ja dzwonię ze szpitala, pani jest siostrą Agnieszki Kownackiej?- zapytał mężczyzna.
-Nie, bratową, a stało się jej coś?- zapytała.
-Niestety, ale pani bratowa nie żyje. Policja znalazła ją poturbowaną w lesie, zmarła na stole operacyjnym- po ty słowach Monika miała łzy w oczach. Zmarła jej bratowa. Nie mogła w to uwierzyć. Nagle usłyszała głos swojego męża.
-Monika, twój telefon dzwoni- okazało się, że to był tylko koszmar, ale zastanawiała się, co może oznaczać ten telefon. Dzwoniła do niej Emilia, miała dla Moniki pewne wieści.

I właśnie teraz kończę opowiadanie, następne będzie za tydzień. Jesteście pewnie ciekawi co za wieści ma Emilia dla Moniki, ale na razie Wam nie zdradzę. Musicie poczekać. Pozdrawiam Czytelników i zapraszam również na bloga o Krzysztofie ;)