czwartek, 13 sierpnia 2015

Hiszpania, powrót i poród (koniec serii)

Rano o 9 mieli lot do Hiszpanii. Wszyscy wstali wcześnie, żeby się nie spóźnić. O 8 spotkali się z Krzyśkiem i Tośkiem na lotnisku. Mieli lecieć razem z nimi. Wszyscy byli zadowoleni ze wspólnych wakacji. Kiedy przeszli już odprawę, czekali tylko aż wyczytają ich lot. Po chwili pojawił się komunikat, gdzie mają się udać. Udali się, wsiedli do samolotu i wyruszyli w podróż. Franek z Tośkiem i Agnieszką siedzieli obok siebie, a Monika, Artur i Krzysiek obok siebie, zaraz za dziećmi. Po kilku godzinach podróży dotarli na miejsce.
***
Tydzień później
Dzisiaj niestety musieli wracać już do Polski. Było im smutno. Bardzo im się podobało w Hiszpanii. Postanowili, że kiedyś wybiorą się jeszcze na wspólne wakacje. Lot mieli o 10. Do Polski przylecieli około 15. Po szczęśliwym locie udali się do swoich domów.
***
Osiem miesięcy później
Franek robił co raz większe postępy w rehabilitacji. Zaczynał chodzić już o kulach. Biologiczny ojciec Franka dał im już spokój.
Pewnego wieczoru wszyscy siedzieli przy wspólnej kolacji. Nagle Monika poczuła, że ma skurcze. Artur szybko zareagował. Pobiegł do sypialni po rzeczy swojej żony i szybko udali się do auta. Nie wiedzieli co zrobić z Frankiem, dlatego zabrali go ze sobą. Kiedy dotarli do szpitala, jedna z pielęgniarek przypilnowała Franka, a Artur cały czas był przy Monice. Po 6 godzinach porodu na świat przyszła ich córeczka. Dali jej na imię Patrycja. Byli bardzo szczęśliwi. Monika ze szczęścia aż się popłakała. Franek ucieszył się z tego, że ma młodszą siostrą.
Wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Koniec pierwszej serii. Jeszcze dzisiaj będzie pierwsze opowiadanie z drugiej serii. Zapraszam :)

wtorek, 11 sierpnia 2015

Czy to tylko zwykłe spotkanie znajomych?

-Nic, nic. Nie zmieniłaś się w ogóle od czasów studiów- powiedział- Może dasz się namówić na jakąś kawę?- zaproponował.
-Dzięki. Z miłą chęcią- zgodziła się Monika. Nie miała pojęcia jeszcze o zamiarach Bartka- Może być dzisiaj?
-Jasne, jak skończę pracę to napiszę, ale chcę, żebyś przyszła sama.
-A to dlaczego?- Monika była zaskoczona.
-A nie możesz tego dla mnie?- Bartek wydawał się być tajemniczy.
-No mogę- przytaknęła Monika.
-To co? Zostawiasz Franka ze mną, czy chcesz być przy tym?- Bartek zmienił szybko temat.
-A nie byłoby problemu, żebym go zostawiła? Muszę jedną rzecz załatwić.
-No pewnie, jedź. Przyjedź za godzinę po Franka- powiedział Bartek. Monika pożegnała się z synem i kolegą i pojechała do kancelarii Julii, aby porozmawiać o biologicznym ojcu Franka. W końcu były same i mogły swobodnie rozmawiać. W czasie spotkania napisały odpowiednie pismo do sądu. Akurat gdy wszystko załatwiły, Monika musiała jechać po Franka. Gdy zjawiła się już na miejscu, jej syn czekał na nią. Ucieszył się na widok swojej mamy. Pożegnali się z Bartkiem i pojechali do domu. W czasie jazdy Franek opowiedział mamie, jak było na rehabilitacji. Monika cieszyła się, że Bartek i Franek mają taki świetny kontakt. Gdy wrócili do domu, Artur na nich czekał. Franek ucieszył się na widok taty. Zaczął wypytywać jak było na wyjeździe. Artur starał się odpowiadać bardzo wiarygodnie. Kiedy oni rozmawiali, Monika poszła się szykować na spotkanie. Nie stroiła się jakoś za bardzo. W końcu to tylko kolega. Założyła dżinsy, biały top i czerwoną marynarkę. Makijaż też nie był mocny. Artur próbował się dowiedzieć, gdzie Monika idzie, ale ona nie bardzo chciała odpowiadać. Znała Artura. On był niezadowolony z faktu, że Franek chodzi na rehabilitację do Bartka, ale Monika się uparła. Powiedziała mu, że idzie się spotkać z Olą. Całe szczęście Artur jej uwierzył i nie zadawał dodatkowych pytań. Kiedy Bartek zadzwonił, Monika założyła buty, dała całusa swojemu mężowi oraz synowi i wyszła.
***
Monika umówiła się z Bartkiem w knajpce, do której często chodzili, gdy byli razem. Zamówili kawę, chociaż Bartek miał ochotę na piwo, ale jak mu Monika powiedziała o ciąży to zamówił to co ona. Siedzieli kilka godzin, rozmawiając. Wspominali czasy studiów. Bawili się przy tym świetnie. Zaczęli się zbierać do domu. Bartek zaproponował, żeby pojechali do niego. Monika chciała wracać do domu, ale on nalegał i w końcu się zgodziła. Każdy wsiadł do swojego auta i udali się w miejsce gdzie mieszkał były Moniki. Weszli do mieszkania i Bartek postanowił przejść do realizacji swojego podłego planu. Zaczął się zbliżać do Moniki, chciał ją rozebrać i zaciągnąć do łóżka. Monika jednak odepchnęła go i przyłożyła mu z liścia.
-Co ty wyprawiasz?
-Oboje tego chcemy. Widzę, że też masz na to ochotę- mówił romantycznym głosem.
-Wiesz co, nie sądziłam, że jesteś taki podły. Możesz zapomnieć o tym, że przyprowadzę do ciebie Franka na rehabilitację. Nie chcę cię znać- wykrzyczała. Zabrała swoje rzeczy i wyszła z mieszkania, trzaskając drzwiami. Wsiadła do auta i zaczęła płakać. Nie wiedziała co zrobić. W lusterku zobaczyła, że Bartek wychodzi z bloku. Odpaliła samochód i pojechała do domu. Weszła do mieszkania roztrzęsiona. Artur od razu zobaczył, że Monika jest zdenerwowana. Postanowił zapytać się żony co się stało.
-Pokłóciłaś się z Olą?
-Nie byłam z Olą, tylko spotkałam się z Bartkiem- powiedziała przygnębiona. Była wściekła na siebie, że wcześniej okłamała Artura, ale on ją rozumiał. Nie dziwił się, że mu nie powiedziała. Dał jej w końcu do zrozumienia, że go nie lubi.
-Monia, ale co się stało?
-On chciał mnie zgwałcić- powiedziała i się rozpłakała. Artur zamiast się na nią wściekać, przytulił ją i pocałował.
-Moniś, spokojnie. Spakuj swoje rzeczy, ja i Franek jesteśmy już spakowani. Zaraz jadę po Agnieszkę, a jutro razem z Krzyśkiem i Tośkiem lecimy do Hiszpanii, a o Bartku zapomnijmy- powiedział. Monice poprawił się humor, ale cały czas myślała o tym co się stało. W końcu położyła się zmęczona dniem, aby odpocząć, a Artur pojechał po swoją siostrę. Kiedy przyjechali Monika i Franek już spali. Artur cicho położył się obok niej i zasnął.

Mam dla was dwie wiadomości. Jedna to taka, że nie wiem kiedy wstawię opowiadanie na bloga o Krzyśku, ale mogę wam zdradzić, że kolejne opowiadanie o Monice będzie jeszcze dzisiaj, a właściwie to mam zamiar wstawić jeszcze ze dwa lub trzy opowiadania.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Powrót Artura z "wyjazdu", kłótnia, kolacja i pierwsza rehabilitacja Franka w Polsce

Minęły dwa dni odkąd Artur trafił do aresztu. Dzisiaj miał już wyjść. Za pobicie dostał tylko grzywnę, ponieważ obrażenia nie były poważne. O godzinie 15 wyszedł. Odetchnął z ulgą, że nie stanął przed sądem. Niestety, Monika po niego nie przyjechała. Zrobiło mu się przykro. Zadzwonił po taksówkę i pojechał do domu. Wszedł do mieszkania z myślą, że Monika rzuci mu się na szyję, że nareszcie wrócił do domu, ale się mylił. Postawił torbę w przedpokoju i wszedł do salonu, gdzie na sofie siedziała Monika.
-Cześć- przywitał się z żoną i chciał ją już pocałować, ale ona się odsunęła- Gdzie Franek?
-U Julii- Monika odburknęła.
-A co ty taka nie w humorze?- zapytał i próbował ją przytulić, ale ona odsunęła się jeszcze bardziej i spojrzała mu z trudem prosto w oczy.
-Musiałeś? Wczoraj odebrałam kilka telefonów z pytaniem: co mój mąż zrobił, że trafił do aresztu? I wiesz co? Każdy telefon był od moich znajomych z komendy- starała się mówić spokojnie, ale z czasem zaczynała już krzyczeć- Jak mogłeś go pobić? Przecież wiesz, że można to było załatwić inaczej.
-Ale Moniś...- chciał coś powiedzieć, ale Monika nie dała mu dojść do słowa.
-Nie monisiuj mi teraz. Z początku mnie to rozbawiło i nawet było mi miło, że mam takiego męża, ale jak pojechałam ci zawieźć rzeczy, to myślałam, że spalę się ze wstydu. Całe szczęście był tam Wysocki i nie musiałam się  pokazywać w komisariacie.
-Monika, ale przecież wiesz, że on nie może nam uprzykrzać życia. Wkurzył mnie i mu przywaliłem. Przecież ja zrobię wszystko, żeby nasz syn był bezpieczny- w końcu udało mu się coś powiedzieć.
-I to oznacza, że masz mu rozwalać nos? Ja też chcę, żeby on był bezpieczny, ale przecież nie będę się na niego rzucać z pięściami- Monika dalej krytykowała zachowanie męża.
-Skarbie, obiecuję, że więcej tego nie zrobię...
-Nie zrobisz, bo jest w areszcie- przerwała mu jego żona.
-Monika, przepraszam. Najadłaś się wstydu przeze mnie. Rozumiem to. Masz ochotę na kolację w restauracji? Franek jest u Julii.
-Jestem umówiona z Julią i idziemy na zakupy, a potem do pubu.
-Nie daj się prosić skarbie. Zadzwonię do Julii i poproszę ją, aby przypilnowała naszego syna i żeby Franek mógł u niej spać- zaproponował. Położył rękę na jej policzku i zbliżył się do niej. Monika cały czas była na niego zła, ale pomału zaczęło jej przechodzić. Kiedy ich usta się spotkały Monika już zupełnie się rozluźniła i zaczęli się namiętnie całować. Po chwili odsunęli się od siebie i powiedziała, żeby zadzwonił do Julii, a ona poszła się ubrać i pomalować. Po godzinie wyszła z łazienki gotowa. Miała na sobie czerwoną sukienkę, czarne błyszczące szpilki z dosyć mocnym makijażem jak na nią. Artur siedział ubrany w garnitur na sofie. Gdy ujrzał swoją małżonkę zagwizdał na jej widok. Podniósł się z kanapy, zgasił wszędzie światła, zamknął drzwi i wyszli. Pojechali do ulubionej restauracji Moniki. Do tej samej, do której Artur zabrał ją po wyjściu ze szpitala. Ta kolacja była tak samo romantyczna jak poprzednia. Wrócili do domu około północy. Artur wypił kilka lampek wina, więc był nie co wstawiony. Nie można było jednak tego powiedzieć o Monice, która była całkiem trzeźwa, bo piła tylko sok ze względu na ciążę. Mimo tego dała się zaciągnąć do łóżka i skusić na małe igraszki z mężem. Zaczęli nawzajem ściągać z siebie ubrania. Artur całował Monikę po całym ciele, a ona nie protestowała. Podobało jej się to bardzo. Zapomniała nawet o tym, że jej mąż wrócił dzisiaj z aresztu. Była taka szczęśliwa. Czuła się tak rozluźniona. Artur zawsze wiedział, jak ją zrelaksować. Gdy się zmęczyli, opadli oboje na swoje łóżko. Artur przytulił Monikę i oboje zasnęli.
Rano Monikę obudził budzik. Była zaskoczona, że był włączony. Spojrzała na telefon. W przypomnieniach było, że miała zabrać Franka do swojego kolegi ze studiów. Pracował on jako rehabilitant. Zadzwoniła do Julii i poprosiła ją, żeby podwiozła go do niego na 9. Julia nie była zadowolona, że musi wcześniej wstać, ale w końcu, czego nie robi się dla przyjaciół. Uszykowała siebie i Franka. Chwilę przed 9 spotkały się przed gabinetem kolegi Moniki. Franek ucieszył się na widok mamy. Przywitał ją całusem i mocnym uściskiem. Julia ich zostawiła samych, a Monika weszła z synem do sali, gdzie czekał na nich Bartek. Ucieszył się na widok koleżanki, bo w czasach kiedy studiowali podkochiwał się w niej. Przez jakiś czas byli nawet parą, ale pojawił się Artur w życiu Moniki i ich związek się rozpadł.
-Jak ty wypiękniałaś przez te lata- powiedział i pocałował ją w policzek.
-Cześć, co tam u ciebie słychać?- zapytała Monika.
-Zaręczyłem się ostatnio i planuję ślub z moją narzeczoną- powiedział, przyglądając się Monice. Mimo, że minęło tyle lat, Monika ma męża i dziecko, to Bartek dalej czuł coś do Moniki. Nie przeszkadzał mu nawet fakt, że był zaręczony.
-Co mi się tak przyglądasz? - zapytała lekko zmieszana Monika.

Dawno nie kończyłam w takim momencie, więc proszę.
Jak myślicie, co Bartek odpowie Monice? Czy z tego spotkania wyniknie coś więcej, czy Monika zerwie z nim wszystkie kontakty?
Aby się o tym dowiedzieć musicie poczekać do czwartku, ale chcę zobaczyć wasze propozycje w komentarzach pod postem już dziś.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Miły poranek, bójka, Artur na policji

Monika z Arturem obudzili się wtuleni w siebie. Patrzyli sobie w oczy.
-Nie pamiętam, kiedy ostatni raz spędziliśmy tak noc- zaśmiała się Monika.
-Ja też nie- przyznał jej rację Artur- A co byś powiedziała, gdybym zrobił śniadanie?
-Ok, ale mają być naleśniki z bitą śmietaną i truskawkami- powiedziała Monika.
-Aż taka głodna jesteś?
-Przypomnę ci, że muszę jeść za dwóch- zażartowała.
-No, ale to mała kruszynka. Już zaczynam się bać, jak ta kruszynka podrośnie- Artur uśmiechnął się i pocałował  swoją żonę.
Artur poszedł robić śniadanie, a Monika budzić Franka. Kiedy zjedli, Artur postanowił, że pojedzie na zakupy.
***
Pod supermarketem
Artur właśnie wysiadał z auta, kiedy podszedł do niego Zenon Kwiatkowski, biologiczny ojciec Franka.
-Co pan znowu chce?- zapytał od niechcenia.
-To co, zdecydowaliście się na to 50000 złotych, czy nie?
-Nic pan od nas nie dostanie.
-Jeszcze zobaczymy, jak Franek się wszystkim dowie.
-Na pewno nie- Artur rzucił się na niego z pięściami. Uderzył  faceta tak mocno, że poleciała mu krew z nosa. Obaj zaczęli się szarpać. Po chwili przysięgł ochroniarz i próbował ich rozdzielić, ale to na nic. Artur był  na tyle zdenerwowany na Zenona, że nikt nie był  w stanie go uspokoić. W końcu ochroniarz zadzwonił po policję. Radiowóz przyjechał po kilku minutach. Policjanci szybko wysiedli z radiowozu.
-Aspirant Mikołaj Białach, starszy posterunkowy Krzysztof Zapała, co tu się dzieje?- powiedział Mikołaj i jak najszybciej policjanci przystąpili do rozdzielenia mężczyzn. Mikołaj nie wiedział, że to mąż Moniki, ale że Zenon miał rozwalony nos, założył Arturowi kajdanki.
-Pojedziemy na komendę, ale najpierw zdzwonimy po pogotowie- powiedział Mikołaj.
-Artur co ci strzeliło do głowy go bić?- Krzysiek od razu zapytał.
-To wy się znacie?- Mikołaj się zdziwił.
-Przecież to mąż Moniki.
-Kownackiej?- Mikołaj był zaskoczony.
-Tak- odpowiedział Krzysiek. Nie był zadowolony, że będzie musiał przesłuchiwać Artura. Po 15 minutach przyjechała karetka, która zabrała do szpitala. Oni jeszcze chwile stali i rozmawiali z ochroniarzem. Gdy skończyli, Krzysiek zwrócił się do Artura:
-Daj mi kluczyki od auta.
-Ale dlaczego?
-Zaprowadzę wasze auto pod blok- powiedział Krzysiek
-A nie mogę sam?- był zdziwiony.
-A ty myślałeś, że będziesz ulgowo traktowany, bo jesteś mężem policjantki?- zaśmiał się Mikołaj.
-A nie?- zapytał się głupio.
-Daj te klucze i nie marudź- Krzysiek zaczął się po mału denerwować.
Artur nie protestował, tylko dał mu kluczyki. Krzysiek pojechał autem Kownackich, a Mikołaj z Arturem radiowozem w stronę domu Artura.
***
Po 15 minutach byli na miejscu. Krzysiek przyjechał chwilę przed Mikołajem i Arturem. Krzysztof zaniósł Monice klucze, a oni czekali na niego.
***
W mieszkaniu u Moniki
-Krzysiek? Co ty tu robisz?- Monika była zdziwiona, widząc swojego kolegę.
-Masz- Krzysiek wręczył Monice klucze do auta.
-Skąd je masz?- Monika co raz bardziej zaczęła się dziwić.
-Musieliśmy zabrać auto z parkingu, a żeby Artur nam nie nawiał, ja jechałem waszym samochodem- powiedział Krzysiek.
-Coś przeskrobał?- zapytała się Monika.
-Tak, pobił jakiegoś faceta- Monika jak to usłyszała, nie mogła uwierzyć.
-Jakiego faceta?
-Zenona Kwiatkowskiego.
-Widać należało się gnojowi- Monika się uśmiechnęła.
-Tylko facet ma rozwalony nos.
-On nam może uprzykrzać życie. Moim zdaniem dobrze zrobił- Monika broniła Artura, ale i tak wiedziała, że źle zrobił.
-Ale kto to jest?- zapytał Krzysiek, zaskoczony reakcją Moniki. Monika wypchnęła Krzyśka na klatkę i przymknęła drzwi, żeby Franek nie słyszał ich rozmowy.
-To biologiczny ojciec Franka. Szantażuje nas od jakiegoś czasu. Nie dziwię się wcale Arturowi, że mu przyłożył. Pewnie puściły mu nerwy- tłumaczyła jego zachowanie.
-No, teraz wszystko rozumiem, ale czemu mi nie powiedziałaś nic wcześniej?
-Nie wiem, nie było okazji.
-Dobra, ja zmykam do chłopaków i jedziemy na komendę. Zadzwonię do ciebie, jak będzie coś wiadomo. Pa- powiedział Krzysiek, pożegnał się i wyszedł.
***
Na komendzie
Krzyśkowi trudno było przesłuchiwać Artura, dlatego on poszedł napisać notatkę, przesłuchanie prowadził sam Białach. Najpierw spisał jego dane, a potem zaczął zadawać pytania.
-To dlaczego doszło do tej bójki?- zadał pierwsze pytanie.
-Bo mnie szantażował. Zażądał 50000 złotych, bo inaczej namiesza Frankowi w głowie- powiedział Artur.
-A Franek to wasz adoptowany syn?- zapytał się, mimo tego że się domyślał, bo Monika kiedyś coś wspominała.
-Tak, a ten Zenon Kwiatkowski to jego biologiczny ojciec- te słowa potwierdziły podejrzenie Mikołaja.
-To czemu nie powiadomiliście nas o szantażu?- Mikołaj się zastanawiał.
-Po pierwsze nie mieliśmy czasu, a po drugie to niedawno wróciliśmy do Polski.
-A od czego to się wszystko zaczęło?- Mikołaj był dociekliwy. Chciał, aby zeznania były jak najbardziej szczegółowe.
-Pierwszy raz Monika go spotkała, jak wróciliśmy ze szpitala, ale ona go spławiła. Tego samego dnia pojechała na komendę. Musiał ją śledzić, bo znowu zaczął ją zagadywać. Później my pojechaliśmy do Austrii, ale moja mama coś wspominała, że się kręcił koło naszego bloku. Wczoraj też się zjawił, jak tylko wróciliśmy, ale ja go olałem i poszedłem do domu. No i dziś zjawił się pod tym supermarketem i znowu żądał pieniędzy. No i mu przyłożyłem- opowiedział.
-No dobra, przyjmę to, jako zgłoszenie o szantażu, ale od kary i tak się nie wymigasz- powiedział Mikołaj.
-Ok, poniosę wszystkie konsekwencje. Ile mi za to grozi?- zapytał Artur.
-Co najwyżej grzywna, ale i tak, zostajesz zatrzymany na 48 godzin- uposkoił go tym.
-Ok, a co z tym Zenonem?
-Na razie jest na SORze wrocławskim, ale on za szantaż też odpowie. Chodź, zaprowadzę cię na dołek- powiedział i tak też uczynił. Gdy weszli do Kobielaka i Mikołaj pokazał mu papiery, profos nie mógł powstrzymać się od złośliwego komentarza.
-Kownacki? Nie wiedziałem, że rodzina policjantki pakuje się w kłopoty.
-Spokojnie Adam. To tylko bójka, z resztą został sprowokowany, a to że przywolił facetowi w nos to inna bajka- Mikołaj przywołał go do porządku. Nie lubił jego docinek w stronę zatrzymanych.
-No dobra- Kobielak odpuścił. Przystąpił do odpowiednich procedur, po czym zaprowadził go do aresztu.
***
U Moniki w domu
-Kiedy tata wróci?- zapytał Franek.
-Tato musiał pojechać do pracy. A ja muszę mu zawieź kilka rzeczy, bo musi pojechać do Warszawy- Monice nic innego nie przychodziło do głowy. Tylko teraz zastanawiała się co zrobi z Frankiem. Po chwili przypomniała sobie, że jest umówiona ze swoją przyjaciółką Julią, która jest adwokatem. Chciała się dowiedzieć, co zrobić w sprawie biologicznego ojca jej syna. Wpadła na pomysł, że zawiezie go do niej, pojedzie na komendę i przyjedzie do niej. Nie chciała tracić czasu, dlatego też spakowała potrzebne rzeczy Arturowi. Frankowi powiedziała, że zawiezie go teraz do swojej koleżanki, zawiezie jego tacie rzeczy do "pracy" i wróci. Jak powiedziała, tak też uczyniła. Zawiozła syna do Julii i pojechała na komendę. Gdy wysiadała z samochodu, przed komendą stał Wysocki. Jeszcze jego tu brakowało- pomyślała. Wyjęła torbę Artura z bagażnika i udała się w stronę drzwi. Próbowała udawać, że go nie widzi, ale na nic się to zdało.
-Monika!- zawołał ją do siebie komendant. Chciał się zapytać o Artura. Teraz nie miała wyjścia, musiała do niego podejść.
-Dzień dobry- powiedziała, ale takim głosem, że komendant widział, że nie ma ochoty rozmawiać o mężu, dlatego poatanowił, że zacznie rozmowę od innego tematu niż planował.
-Jak tam Franek?- zapytał.
-Jakoś sobie radzi.
-Jakoś?
-Przepraszam, ale nie mam humoru- powiedziała Monika. Wcześniej śmiała się nawet z tej sytuacji, ale gdy przyjechała na komendę poczuła lekkie upokorzenie przed kolegami z pracy.
-Chodzi o Artura?
-No a kogo? Rzuca się na faceta, rozwala mu nos- powiedziała wściekła.
-Ale przecież wiesz, że w najgorszym przypadku dostanie grzywnę.
-Ale to nie o to chodzi.
-Dobra, widzę, że nie chcesz rozmawiać, idź i daj mu te rzeczy, i jedź na jakieś zakupy. Mojej Olce zawsze to poprawia humor- Monika na te słowa przynajmniej się uśmiechnęła delikatnie.
-A mógłby pan dać mu te rzeczy?- Monika trochę wstydziła się wchodzić na komendę.
-Jak nie chcesz z nim rozmawiać, to daj tą torbę. Zaniosę mu- komendant wziął torbę od Moniki.
-Dziękuję- uśmiechnęła się. Wysocki zawsze trzymał fason.
-Nie ma problemu, leć do syna i idź na te zakupy- Wysocki poprawił jej tym humor.
-Do widzenia- pożegnała się i pojechała do swojej koleżanki.
***
U Julii
-Cześć Monika, już jesteś?- przywitała ją koleżanka.
-Tak. Gdzie Franek?
-Siedzi w kuchni i ugniata ciasto na jabłecznik. Co ty taka smutna? Martwisz się wyjazdem Artura do Warszawy?- Monika nic jej nie mówiła, dlatego była zaskoczona tym pytaniem, ale po chwili zrozumiała, że to Franek musiał jej powiedzieć o tym wyjeździe.
-On wcale nie jedzie do Warszawy- Monika powiedziała cicho, żeby jej syn nie słyszał- Artur jest w areszcie.
-Ale czemu?- Julia się zdziwiła.
-Pobił biologicznego ojca Franka, ale nieważne. Chciałam porozmawiać o tym, czy istnieje możliwość, żeby biologiczny ojciec miał zakaz zbliżania się do nas?
-Istnieje taka szansa, ale jak nie chcesz gadać przy Franku, to może zrobimy sobie wypad na zakupy? Oczywiście jak Artur wyjdzie z aresztu.
-Ok, a i dzięki, że Franka przypilnowałaś.
-Nie ma problemu. To co, idziemy robić to ciasto?
-No jasne- przyjaciółki poszły do kuchni. Gdy weszły, Franek był cały w mące. Monika pomogła Frankowi przy ugniataniu, a Julia w tym czasie obrała jabłka i je pokroiła. Gdy ciasto było ugniecione, poukładali jabłka i wstawił do pieca. Julia zaproponowała, żeby Monika spała u niej ze swoim synem. Monika się zgodziła. Pojechała po potrzebne rzeczy dla niej i syna. Gdy wróciła, ciasto już się upiekło i nie było pół blaszki, bo Julia z Frankiem zjedli. Monika przyłączyła się do nich i takim sposobem po 15 minutach nie było ciasta. Później poszli oglądać telewizję. Oglądali ją do 22. Monika pozwoliła nawet położyć się Frankowi później spać. Gdy chłopiec zasnął, Monika położyła się obok niego, a Julia poszła do swojego pokoju.

Udało mi się chociaż to napisać, ale na opowiadanie na blogu o Krzyśku i o Ani będziecie musieli poczekać. 

wtorek, 28 lipca 2015

Powrót do Polski, powrót biologicznego ojca Franka, miły wieczór u Kownackich

Mijały kolejne dni rehabilitacji. Franek radził sobie co raz lepiej. W końcu nadszedł czas powrotu do Polski. Gdyby było ich stać, zostaliby jeszcze w Austrii. Franek bardzo polubił swoją rehabilitantkę, ale nie tylko on. Monika też ją lubiła. No, ale we Wrocławiu też znała dobrych rehabilitantów. Miała kilku znajomych ze studiów, którzy pracowali w tym zawodzie. W sobotę, wieczorem mieli wszystko spakowane. W niedziele rano mieli wyjeżdżać do Polski. Kiedy spali obudził ich płacz Franka. Monika zerwała się jak najszybciej i podeszła do syna.
-Mamo, to boli- mówił zapłakany.
-Ale co synku?
-Tutaj- Franek pokazał miejsce, gdzie był operowany. Monika szybko odkryła go, podniosła jego koszulkę i zobaczyła siniaka. Bardzo się przestraszyła. Chwyciła szybko za telefon i zadzwoniła do doktor Dobrowolskiej. Za pierwszym razem nie odebrała, dlatego spróbowała zadzwonić drugi raz. Tym razem doktor odebrała.
-Doktor Patrycja Dobrowolska, słucham- powiedziała zaspana.
-Kownacka z tej strony. Przepraszam, że dzwonię o tej porze, ale mój syn obudził się w nocy z płaczem, że go boli w miejscu, gdzie miał operację. Obejrzałam tam gdzie miał szyte i ono jest całe sine. Nie wiem co robić- panikowała Monika.
-Spokojnie. Najpierw niech mu pani zrobi zimny okład- Monika wstała i wyciągnęła coś zimnego z lodówki- Jeśli nie przestanie boleć, proszę przyjść jutro do kliniki. Przyjmę was bez kolejki.
-Dziękuję, a od której pani będzie, bo my mieliśmy wracać jutro do Polski.
-Ja jestem od 8 już, ale mogę przyjść wcześniej pół godziny- powiedziała.
-Naprawdę? Będziemy pani bardzo wdzięczni. Czyli o 7.30 mamy przyjść?
-Tak pani Moniko.
-Dziękuję bardzo i jeszcze raz przepraszam, że panią obudziłam.
-Nic się nie stało, na pewno się pani przestraszyła. Spokojnie. A i jeszcze, niech mu pani rozmasuje to miejsce- powiedziała.
-Dziękuję, dobranoc- rozłączyła się. Przysunęła sobie krzesełko do łóżka Franka, usiadła obok niego i zaczęła masować. Po chwili Franek zasnął. Monika przykryła syna i położyła się obok męża. Nie mogła usnąć. O 5.30 postanowiła, że wstanie i wszystko uszykuje. O 6 obudziła wszystkich. Zjedli śniadanie, znieśli wszystkie walizki do auta i poszli do kliniki. Doktor Dobrowolska już na nich czekała. Zaprosiła ich do gabinetu. Gdy weszli, poprosiła Artura, aby pomógł położyć się Frankowi. Porozmawiała chwilę z Moniką, a później podeszła do Franka. Obejrzała siniaka i zapytała
-Czy Franek się gdzieś nie uderzył? Bo to nie wygląda mi na powikłanie po operacji.- zwróciła się do Kownackich.
-No tak, przecież ostatnio chciał sam usiąść na łóżku. Asekurowaliśmy go, ale się uderzył. Ale to nic poważnego?
-Nie, spokojnie. A mocno się uderzył?
-Nie, nawet nie płakał. Dopiero dzisiaj w nocy się obudził.
-Proszę się nie martwić. Nic mu nie będzie- Monika na te słowa odetchnęła z ulgą.
-Dziękujemy.
-Ależ nie ma za co dziękować. Doskonale panią rozumiem, że się pani zdenerwowała. Zawsze lepiej to skonsultować niż potem miałoby się coś mu stać nie daj Boże. Szczęśliwej podróży. Do widzenia.
-Do widzenia- Kownaccy się pożegnali i wyszli z gabinetu.
-I co?- zapytała Agnieszka, która czekała na nich przed gabinetem.
-To tylko od tego, że się wtedy uderzył. No, ale skoro wszystko jest w porządku to co? Do domu- zapytała Monika.
-No jasne mamo. Nie mogę się już doczekać, kiedy będziemy we Wrocławiu- powiedział szczęśliwy Franek. Wszyscy udali się do samochodu i wyruszyli w sześciogodzinną podróż. Po drodze się kilka razy zatrzymywali. Około 14 byli na miejscu. Wysiedli z auta i odetchnęli, że wrócili szczęśliwie do Polski. Artur postanowił, że później weźmie walizki. Udali się w stronę mieszkania. Kiedy Monika otworzyła drzwi wszyscy byli mile zaskoczeni. W mieszkaniu czekali na nich rodzice Artura, Krzysiek z Tośkiem i ktoś, kogo Monika zupełnie się nie spodziewała. Był to komendant Wysocki razem z Olą, swoją córką. Trzymali transparent z napisem Witamy w domu. Franek ucieszył się na widok dziadków i kolegi, który był przez jakiś czas przy nim. Każdy wręczył mu prezent. Potem wszyscy z przedpokoju przenieśli się do salonu. Na stole stał tort. Teściowa Moniki zaczęła go kroić.
Podała każdemu talerzyk z kawałkiem. Gdy zjedli, Franek z Tośkiem poszli do pokoju Franka, a dorośli zaczęli rozmawiać. Zaczęli się wypytywać, jak Franek to zniósł, jak Monika to zniosła, kiedy Franek będzie chodził i podobne tego typu pytania. Wszyscy się świetnie bawili, ale przyszedł czas, że musieli się zbierać. Monika podziękowała za niespodziankę i pożegnała się ze znajomymi. Posprzątała w salonie, a Artur w tym czasie poszedł po walizki. Gdy już miał zabrać ostatnią torbę podszedł do niego jakiś mężczyzna.
-Dobry wieczór, pan Kownacki?- przywitał się.
-Dobry wieczór, a my się znamy?- Artur zaczął się zastanawiać kto to. Nie kojarzył go w ogóle.
-Jestem biologicznym ojcem Franka- przedstawił się.
-A w czym mogę panu pomóc?
-W kłopotach finansowych. Potrzebuję tak z pięćdziesiąt tysięcy.
-Niestety, ale nie mogę panu pomóc. A teraz pozwoli pan, że udam się do domu- Artur olał go totalnie.
-Jeszcze mnie popamiętacie- wykrzyczał biologiczny ojciec Franka.
Artur nie słuchał go, tylko udał się do swojej rodziny. Gdy wszedł do mieszkania było cicho. Franek już spał, a Monika leżała uśmiechnięta na sofie, dlatego Artur nie chciał psuć jej humoru. Podszedł do niej i wziął ją na ręce
-Artur, co ty robisz?
-No co? Mam dobry humor. Żona w ciąży, czekamy na dziecko. Nasz syn niedługo będzie chodził- powiedział, pocałował Monikę i zaniósł ją do sypialni. Zaczęli się nawzajem rozbierać. Starali się zachowywać jak najciszej, żeby nie obudzić Franka. (a potem to już wiecie co się działo)

No to koniec na dziś. Udało mi się skończyć przed północą.
Chcę was powiadomić, że mam zamiar niedługo zakończyć tą serię. Ale nie martwcie się, mam zamiar pisać dalej opowiadania, tylko z innymi wątkami. Pozdrawiam,
Karola
Ps. Możliwe, że w przyszłym tygodniu nie pojawi się żadne opowiadanie na żadnym z moich blogów, ponieważ jadę na wakacje. Może uda mi się coś napisać, ale wątpię.

sobota, 25 lipca 2015

"To smutne, kiedy osoby, które dają ci najlepsze wspomnienia, stają się jednym z nich"- miniaturka

Do napisania miniaturki zainspirowała mnie Patrycja, która napisała wspaniałą miniaturkę o Oli. Chcę pokazać, jakie życie może być okrutne, ale na przykład ieładzie Moniki. Od razu mówię, przygotujcie chusteczki.

To był dla Moniki ważny dzień. Pierwszy raz po urlopie macierzyńskim miała iść do pracy. Poprosiła wcześniej Wysockiego, aby nie mówił nic nikomu o jej powrocie. Miała to być niespodzianka. Dzień wcześniej upiekła sernik, bo wiedziała, że każdy na komendzie go lubił. Specjalnie przyjechała na tyle wcześniej, aby zdążyć przed Krzyśkiem. Od rana nie czuła się najlepiej, ale myślała, że to tylko nerwy związane z powrotem do pracy. Przebrała się w swój mundur i czekała aż przyjdzie Krzysiek. W końcu się doczekała. Gdy Krzysiek podjechał na komendę, był zaskoczony widokiem auta Moniki, ale gdy wszedł do biura i zobaczył Monikę w mundurze był w szoku.
-Macierzyństwo aż tak mnie wykończyło?- zapytała widząc minę Krzyśka.
-Nie, wyglądasz świetnie- powiedział zmieszany- Ale czemu nie dałaś wcześniej znać, że wracasz?
-Chciałam zrobić niespodziankę- Monika się uśmiechnęła.
-O, widzę sernik- Krzysiek wziął jeden kawałek do buzi- A z kim zostawiłaś małą?
-Artur wziął urlop ojcowski, żebym ja mogła wrócić do pracy- Monika była szczęśliwa, że Artur nie pomyślał tylko o sobie. Cieszyła się, że to on przejął obowiązki domowe, a jej pozwolił wrócić do pracy. Był na początku temu przeciwny, ale w końcu się zgodził.
-Ale widzę Monika, że jesteś jakaś zmęczona- zauważył złe samopoczucie swojej koleżanki.
-To nic takie, to tylko nerwy związane z powrotem do pracy, a z resztą nie mogłam zasnąć w nocy. Nie mogłam doczekać się powrotu na służbę- udawała, że jest wszystko ok. Nie chciała mu mówić, że się źle czuje, bo na pewno poleciałby do Wysockiego i prosił o wolny dzień dla niej. Wolała się nacieszyć powrotem do pracy.
Dzień minął im dosyć spokojnie. Wystawili tylko 3 mandaty i to wszystkie za przejazd na czerwonym świetle. Monika nawet się cieszyła. Przy najmniej mogła wrócić o normalnej porze do domu i zobaczyć, czy Artur dał sobie radę z półtorarocznym dzieckiem. Pół godziny przed końcem służby podjechali pod komendę, aby móc w spokoju wypełnić papiery z dnia, w którym prawie nic się działo. Gdy wysiadali z radiowozu Monice zakręciło się w głowie.
-Wszystko w porządku?- zaniepokoił się jej partner.
-Tak, idź na komendę. Zaraz do ciebie przyjdę- spławiła go koleżanka, ale po chwili upadła na ziemię. Krzysiek do niej podbiegł. Sprawdził czy oddycha i czy czuć puls. Całe szczęście żyła. Wywołał natychmiast dyżurnego przez radio
-00 dla 06
-Szóstka co jest?- zapytał Jacek.
-Wezwij mi jak najszybciej karetkę pod komendę- poprosił zdenerwowany.
-Ale co jest? Stało się coś?- dyżurny był  w szoku, że Krzysiek prosi o karetkę pod komendę.
-Wysiadaliśmy z radiowozu, gdy Monika straciła przytomność, oddycha i czuć puls, ale nie wiem co jest grane- przejął się tym wszystkim bardzo.
-Dobra, wzywam karetkę, a ty zostań przy Monice- poinformował go dyżurny.
Karetka przyjechała po 15 minutach. Gdy już wnosili nosze do karetki Monika zaczęła się przebudzać.
-Co się dzieje?- mówiła cichym głosem.
-Zabieramy panią do szpitala- zwrócił się do niej jeden z ratowników- Powiadomi pan kogoś z rodziny? Zabieramy ją na Traugutta- poprosił Krzyśka.
-Tak, zadzwonię- powiedział i wyjął telefon z kieszeni, aby zatelefonować do Artura. Gdy skończył z nim rozmawiać, pobiegł się przebrać i pojechał do szpitala, do Moniki. Gdy dotarł na miejsce, Artur już tam był. Przywitał się z mężem koleżanki
-Cześć Artur, co z Moniką?
-Cześć, dzięki, że mnie powiadomiłeś o tym, że Monika trafiła do szpitala- podał mu rękę- Wzięli ją na badania.
-Ale to wiadomo, co było przyczyną?- był bardzo przejęty.
-Nie, jeszcze nie- Artur się denerwował stanem swojej żony- Ale ostatnio była taka jakaś skołowana.
-Dzisiaj też widziałem, że chodziła jakaś nieprzytomna. Zamiast wystawić facetowi mandat na 300 złotych wystawiła mu na 3000- opowiedział mu o dzisiejszym zajściu.
-Ja mam nadzieję, że to nic poważnego- martwił się o swoją żonę.
Siedzieli na krzesełkach i czekali, aż lekarz coś powie. Po chwili zawołał do siebie Artura. Monika już na niego czekała.
-Pani Moniko, mam pani wyniki. Z badań krwi wyszło, że ma pani- głos się zawiesił lekarzowi. Nie nawidził tego momentu, gdy musiał przekazać pacjentowi wiadomość o chorobie.
-Co jest panie doktorze?- Monika była niecierpliwa. Domyśliła się, że lekarz nie ma dla niej dobrych wiadomości.
-Proszę pani, ma pani ostrą białaczkę- poinformował ją. Monika nie mogła uwierzyć w to co przekazał jej lekarz
-Panie doktorze, ale jak to białaczkę? Ja mam małe dziecko- ta wiadomość załamała Monikę, zaczęła płakać. Artur ją przytulił do siebie.
-Tak, trzeba jak najszybciej zacząć chemioterapię- poinformował ją lekarz.
-Che...Che...Chemioterapię?- jąkała się. Przestraszyła się tym. Zastanawiała się, jak sobie z tym poradzi. Wyszła z gabinetu z płaczem. Krzysiek zobaczył swoją koleżankę w złym stanie. Natychmiast poderwał się i pobiegł za Moniką, ale ona nie chciała z nim rozmawiać, dlatego zapytał się Artura. On mu powiedział o czym się przed chwilą dowiedzieli. Krzyśkowi zrobiło się przykro, jak usłyszał na co chora jest jego koleżanka. Zaczął się zastanawiać, czym sobie zasłużyli na taką karę.
***
Cztery miesiące później
Monika leżała w szpitalu. Rzadko bywała w domu. Artur widział, że jego żona gaśnie w oczach. Organizm Moniki był wycieńczony chemią. Mąż siedział przy niej cały czas. Nie opuszczał jej nawet na chwilę. Czasami jej teściowa przychodziła z ich córeczką. Mała Małgosia się do niej wtulała. Monika za każdym razem po jej wizycie płakała. Wiedziała, że w końcu nadejdzie ten dzień, kiedy umrze. Któregoś dnia, kiedy Artur do niej przyszedł ona spała. Myślał, że nadchodzi już ten czas, ale nie mógł dopuścić do siebie tej myśli. Gdy usiadł obok niej, Monika złapała swojego męża za rękę i szepnęła do niego
-Skarbie, zawsze cię kochałam i nikogo więcej. Pamiętaj, opiekuj się Małgosią. Będę nad wami czuwać. Przekaż Krzyśkowi, że fajnie było go poznać i z nim pracować. Oli i Mikołajowi przekaż, że są dla siebie przeznaczeni i cieszę się, że biorą ślub. Szkoda, że nie doczekałam ich ślubu- powiedziała słabym głosem i zaczęła zamykać powoli oczy.
-Moniś, nie zasypiaj. Moniś, obudź się- próbował ją obudzić, ale to nic nie dawało. Na monitorze pokazała się prosta kreska. Po chwili przyszedł lekarz. Nie reanimowali już Moniki ze względu na procedury, chociaż Artur na nich krzyczał, żeby ją ratowali. Lekarz stwierdził zgon o 11.52. Artur przypomniał sobie, że o tej godzinie urodziła się Małgosia. Tym bardziej się rozpłakał. Nie mógł pogodzić się ze stratą żony. Lekarz ściągnął psychologa, aby z nim pogadał.
Pogrzeb odbył się po trzech dniach. Najpierw odbyła się ceremonia w kościele. Była naprawdę piękna. Artur stał w pierwszej ławce i trzymał na rękach swoją córkę. Płakał bardzo. Mała Małgosia powtarzała cały czas chcę do mamy. Chociaż była mała i nie wiele rozumiała, to czuła, że to jakaś ważna uroczystość i nie płakała. Byli również rodzice i teście Moniki oraz prawie cała komenda. Każdy z policjantów był ubrany w specjalny mundur na takie uroczystości. Po ceremonii w kościele w procesji udali się na cmentarz. Gdy już spuszczali trumnę z ciałem Moniki, Artur nie mógł opanować płaczu. Małgosia też zaczęła płakać. Przytulał ją do siebie. Po ceremonii rodzina i najbliżsi przyjaciele udali się na obiad. Po obiedzie, gdy już goście rozchodzili się do domów, Artur przekazał ostatnie słowa Moniki.
***
Trzy miesiące później
Artur pogodził się w końcu ze stratą swojej żony i samotnie wychowuje córkę. Pomagają mu przy tym rodzice i teście. Nie chce się na razie wiązać z żadną kobietą, bo w jego sercu wciąż jest Monika i nie wyobraża sobie, że ktoś inny może zając jej miejsce.
Dwa lata później
Artur postanowił zacząć od nowa i spotyka się z trzydziestoczteroletnią kobietą. Nie planują na razie ślubu, bo mimo że od śmierci Moniki minęły dwa lata to nie jest na to jeszcze gotowy. Ona i tak jest nadal na pierwszym miejscu w jego sercu. To w końcu z Nią wiązały się jego najlepsze wspomnienia, ale w końcu Ona stała się jednym z jego Wspomnień. To takie przykre. Małgosia zrozumiała, że jej mamy już nie ma i nie będzie.

No i jak wam się podoba moja miniaturka? Może być? Kiedyś wstawię jeszcze jakąś miniaturkę, ale może nie taką smutną. Co wy na to?

Ps . Dziękuję Patrycji za inspirację

Ból i cierpienie

Minął tydzień od operacji Franka. Dzisiaj miały się odbyć pierwsze zajęcia z rehabilitantem. Franek siedział i bawił się na podłodze radiowozem od Wysockiego. Zwykle był już u nich Tosiek, ale Krzysiek musiał wracać do Polski, do pracy. Monika denerwowała się tym wszystkim. Wiedziała, że pierwsze dni rehabilitacji będą trudne dla Franka. Ale nie sądziła, że aż tak trudne i do tego bolesne. O 11 udali się do kliniki, gdzie przywitała ich pani, która miała zająć się Frankiem. Mówiła po polsku, ale nie tak dobrze, jak lekarka Franka. Zabrała ich do specjalnej sali, gdzie było pełno sprzętu do rehabilitacji. Najpierw zaczęli od prostych ćwiczeń, przy najmniej tak się z początku wydawało, ale jak Monika zobaczyła jak jej jedyny syn się męczy i jaki mu to ból i cierpienie sprawia musiała wyjść z sali, ale po chwili poczuła, że nie może go zostawić i podeszła do niego, złapała za rękę i powiedziała, żeby wytrzymał. Frankowi leciały łzy, z tego wszystkiego Monika też zaczęła płakać.
-Mamo, nie płacz. Ten ból jest warty tego, że będę mógł później chodzić- Monika nie wiedziała co na to odpowiedzieć, dlatego przytuliła Franka bez słowa, zostawiając mu na policzku tusz do rzęs, który się jej rozmazał. Po trzech godzinach rehabilitacji wrócili do hotelu. Monika siedziała na balkonie i podziwiała panoramę Wiednia. Cały czas chodziły jej po głowie słowa Franka. Starała się nie płakać, ale było trudno. "Ból jest warty tego, że będę mógł później chodzić", zaczęła rozważać te słowa. Zrozumiała, że jej syn cierpi, ale w końcu będzie chodził, grał w piłkę, jeździł na rowerze i to będzie najlepsza nagroda za to. Dotarło do niej również, że jej ból psychiczny zostanie wynagrodzony tym, że będzie szczęśliwa z tego, że jej syn chodzi. Popatrzyła na Franka i się uśmiechnęła.
Kolejne dni rehabilitacji były mniej bolesne dla Franka niż ten pierwszy dzień. Monika patrzyła na niego z dumą, że jest takim silnym chłopcem i daje radę. Jako, że skończyła AWF na kierunku fizjoterapeutycznym ćwiczyła również z Frankiem. Co prawda nie mieli odpowiedniego sprzętu, ale dawali radę. Franek cieszył się, że jego mama z nim ćwiczy. Dzięki temu wiedział, że go bardzo wspiera.

Chyba najkrótszy rozdział ze wszystkich, jakie powstały, ale nie mam pomysłów chwilowo na opowiadania o Monice, ale dzisiaj przeczytałam miniaturkę na blogu Patrycji i się zastanawiam, czy nie napisać czegoś podobnego, tylko z Moniką w roli głównej. Co wy na to?