wtorek, 27 października 2015

III. 3

-Monika, czy to Artur się tak wydziera?- powtórzyła pytanie jej teściowa.
-Tak- odpowiedziała cicho.
-On jest pijany?- zapytała.
-Tak.
Teściowa policjantki nie zadawała więcej pytań tylko wyszła na klatkę i wprowadziła do mieszkania pijanego syna. Krzysiek, zaniepokojony tym, co dzieje się na korytarzu, wyszedł z kuchni, co chyba nie było dobrym pomysłem, bo Artur, gdy go tylko zobaczył, rzucił się na niego. Monika próbowała uspokoić obu mężczyzn, ale to na nic. Nie mogła tego znieść. Wzięła klucze od auta i wyszła. Wsiadła w samochód i pojechała w stronę mieszkania Emilii.
W tym czasie, w mieszkaniu Kownackich
Do mieszkania Kownackich weszli właśnie funkcjonariusze policji, którzy zostali wezwani przez sąsiadów, zaniepokojonych krzykami dochądzącymi z mieszkania. Policjanci zabrali Artura na izbę wytrzeźwień, a Krzysiek został sam na sam z teściową Moniki.
-Może zadzwonię do Moniki, żeby wracała- zaproponował. Teściowa kobiety się zgodziła i Krzysiek wyjął telefon. Już miał wykręcać numer do przyjaciółki, ale jego telefon zadzwonił. Napis na wyświetlaczu wskazywał na to, że dzwoni to jego znajomy Rafał z WRD. Postanowił odebrać.
-Halo, Krzysiek? Gdzie jesteś?- zapytał z nutką zdenerwowania.
-No jestem u Moniki. Właśnie miałem po nią dzwonić, żeby wróciła, a stało się coś?
-Właśnie dzwonię w jej sprawie. Jest w tej chwili w drodze do szpitala. Miała wypadek samochodowy. Zjechała na przeciwległy pas wprost pod ciężarówkę. Uderzyła z takim impetem, że jej stan jeat krytyczny i nie wiadomo, czy przeżyje następną noc.
Krzysiek się załamał się. Zapytał się tylko, gdzie leży i się rozłączył.
-Coś się stało?- zapytała teściowa jego przyjaciółki.
-Monika miała wypadek. Zjechała na lewy pas i uderzyła z dużą siłą w ciężarówkę. Niewiadomo, czy przeżyje.
Teściowa również się załamała. Zaczęła obwiniać swojego syna, o to, co się stało. Zapała próbował ją uspokoić.
Dwadzieścia minut później, pojechali do szpitala.
Stali przy szklanej szybie i wpatrywali się w Monikę, która leżała blada na szpitalnym łóżku. Na twarzy miała zadrapania oraz bandaż na głowie. Miała również podpięte jakieś kroplówki i inne urządzenia, które podtrzymywały ją przy życiu i monitorowały jej stan. Lekarze nie dawali jej żadnych szans. O tym, czy przeżyje miały decydować najbliższe godziny. Jeden doktor powiedział, że nawet jeśli przeżyje, to nigdy nie będzie już w pełni sprawna. Krzysiek tak bardzo bał się o jej życie jak i jej teściowa, z kolei swojego syna nadal o to obwiniała. Patrzyli jak pielęgniarka podchodzi co chwila do blondynki, zapisuje coś i odchodzi. Brunet chciał do niej wejść, niestety lekarze mu nie pozwalali. W końcu prowadzący lekarz się zgodził, widząc stan w jakim jest Krzysiek. Niestety było to tylko pięć minut, jednak zawsze coś. Przysunął sobie krzesełko i usiadł na nim. Złapał koleżankę za dłoń.
-Monika, nie możesz nam tego zrobić, nie możesz umrzeć. Ty musisz żyć dla Franka. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć i nieważne, czy jak się obudzisz, to będziesz w pełni sprawna czy nie. Byłaś, jesteś i zawsze będziesz moją przyjaciółką. Proszę, obudź się tylko, walcz-. Obiecał sobie, że będzie przy niej dopóki się nie obudzi i kiedy wyjdzie ze szpitala. Nie przestraszyły go wcale słowa lekarza, że będzie niepełnosprawna. Bardziej się bał tego, że może stracić przyjaciółkę na zawsze. Po chwili podeszła do niego pielęgniarka, która poprosiła Krzyśka, żeby opuścił salę. Mężczyzna zobaczył przy matce Artura kobietę o czarnych włosach. To była Emilia. Podszedł do nich.
-Jak Monika?- zapytała widząc kolegę.
-Ona nie może umrzeć, już wolę, żeby jeździła na wózku, ale musi żyć- powiedział zdesperowany.
-Krzysiek, uspokój się. Monika to silna kobieta- nie dał dokończyć koleżance.
-Lekarze dają jej małe szanse. Rafał jak ze mną rozmawiał, to mówił, że jest w stanie krytycznym. Popatrz na nią- Krzysiek wskazał głową Monikę.
-Krzysiek- Emilia położyła ręce na ramiona kolegi- Zobaczysz, wszystko będzie dobrze- powiedziała powoli.
-To wszystko moja wina, mogłem ją zatrzymać.
Wtedy odezwała się teściowa Moniki
-Panie Krzyśku, to nie pana wina. To wina Artura, to tak naprawdę przez niego wyszła.
-Proszę pani, Krzysiek, jedziemy do mnie. Mam jeden pokój wolny, do tego można spać na sofie. Chodźcie.
-Nie, ja zostaję w szpitalu- postawił się Krzysiek.
-Nie ma mowy, oboje jedziecie ze mną, chodź.
-Nie, ja zostaję- uparł się. Emilia nie miała ochoty się kłócić z kolegą i odpuściła. Pozwoliła mu zostać. Teściową Moniki wzięła do siebie i zadzwoniła również do Oli z prośbą, żeby pojechała do Krzyśka. Zgodziła się. Pół godziny później Ola przyjechała do szpitala. Szybko znalazła kolegę, który stał i cały czas patrzył się w Monikę, która właśnie była na granicy życia i śmierci. Cały czas miał nadzieję, że się obudzi, chociaż wiedział, że musi być gotowe na wszystko.
-Krzysiek, dlaczego nie pojechałeś z Emilią?- zapytała posterunkowa.
-Bo chcę być przy Monice. Tak?- wrzasnął.
-Powiedz mi szczerze, czy ty coś do niej czujesz?

No i skończone. Pojutrze spodziewajcie się opowiadania o Emilce
No i jak myślicie
1) Jak będzie brzmieć odpowiedź Krzyśka?
2) Czy Monika przeżyje, a jeśli tak, to czy będzie w pełni sprawna?
3) W ogóle podoba się?

wtorek, 20 października 2015

III. 2

Monika niepewnie poszła na przedpokój i ujrzała swoją teściową, po której widać było, że syn jeszcze się nie poskarżył. Postanowiła udać, że nic się nie stało, ale wiedziała, że jak wejdzie do kuchni to się wszystko wyda. Postanowiła pozbyć się jej na chwilę z domu, żeby ogarnąć.
-Mamo, co za niespodzianka. Dobrze, że przyszłaś. Mogłabyś mi skoczyć do sklepu po mleko? Nie będę miała jutro do kawy- powiedziała, starając się nie dopuścić jej do kuchni.
-Jasne, a stało się coś? Jakoś tak nie bardzo wyglądasz. Dobrze się czujesz?- zapytała się, nie wiedząc nic o problemach syna i synowej.
-Jak najbardziej mamo.
-To ja idę tobie po to mleko, a ty zrób mi herbatę- powiedziała teściowa blondynki i wyszła z mieszkania.
Monika zamknęła drzwi i specjalnie ustawiła klucz tak, żeby nie weszła w najmniej odpowiednim momencie. Poszła szybko do kuchni, żeby posprzątać.
-Krzysiek, pomożesz mi? Ona nie może zobaczyć tego bałaganu, bo zaraz zacznie się dopytywać- powiedziała, zamiatając drobne kawałki szkła.
-Jasne, ale dowiem w końcu, co tu się stało?- zapytał Krzysiek.
-Najpierw to ogarnijmy, żeby ona tego nie zobaczyła. Jak starczy czasu to pogadamy. Ok?
-Ok- odpowiedział jej kolega i wziął się za sprzątanie. Po 10 minutach było w miarę czysto. Teściowa Moniki jeszcze nie wróciła, więc Krzysiek postanowił się w końcu dowiedzieć się co jest grane. Podszedł do Moniki i objął ją.
-To dowiem się w końcu?
Monika wiedziała, że teraz już nie ucieknie od udzielenia odpowiedzi na to pytanie. Miała nadzieje, że zaraz wejdzie jej teściowa.
-Halo, Monika?- zwrócił się do zamyślonej przyjaciółki.
-Chodzi o to,...- zaszlochała, nie wiedziała czy kontynuować, ale jak już zaczęła, nie chciała się wycofywać- że razem z Arturem mieliśmy mieć dziecko, ale przez ostatnią akcję poroniłam- rozpłakała się. Krzysiek zaniemówił. Monika nic mu nie powiedziała. Zrobiło mu się przykro.
-Artur powiedział mi, że to wszystko moja wina i zaczęła się ostra jadka.
-Monika, nie płacz. Ułoży się wszystko- przyjaciel zaczął ją pocieszać. Monika chciała już coś powiedzieć, ale przerwał jej dzwonek do drzwi. Otarła szybko łzy i poszła otworzyć. To była jej teściowa, która wróciła z mlekiem i nie tylko. W reklamówkach miała również jabłka, banany, nektarynki i pomarańcze. Monika wzięła torby i poszła je rozpakowywać w czasie, gdy jej teściowa się rozbierała. Po chwili zjawiła się w kuchni. Trochę się zdziwiła, że nie ma jej syna, ale jest jakiś inny facet.
-Dobry wieczór- powiedziała. Monika zauważyła zakłopotanie i swojego przyjaciela, i teściowej.
-Mamo, to mój kolega z pracy, Krzysiek. Krzysiek, to moja teściowa- przedstawiła ich sobie.
-A gdzie Artur i Franek?- zapytała.
-Franek jest u mojej mamy, a Artur musiał jechać do pracy- nie przyszło jej nic lepszego do głowy. Po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Była ciekawa kogo niesie tym razem. Podeszła, żeby otworzyć drzwi. Na klatce zobaczyła swojego męża kompletnie pijanego. Sytuacja zaczęła się robić niezręczna. Nie wiedziała, co zrobić, więc bez słowa zamknęła drzwi. Myślała, że Artur sobie pójdzie, ale on zaczął się wydzierać, że połowa mieszkańców to słyszała. Matka mężczyzny popatrzyła na synową, zabójczym wzrokiem.
-To Artur?- zapytała.
Monika myślała, że zapadnie się pod ziemię. Nie wiedziała co robić.

1) Co sądzicie o zachowaniu Artura w tej sytuacji?
2) Co waszym zdaniem powinna zrobić Monika w zaistniałej sytuacji?

Przepraszam, że takie krótkie, ale szkoła i nie mam zbytnio czasu.


niedziela, 11 października 2015

III. 1 Awantura

Zapraszam na pierwsze opowiadanie z trzeciej już serii.

Monika z Arturem kłócili się już od dwóch godzin. Na podłodze w kuchni było pełno potłuczonych naczyń. Blondynka stała bezradna, patrząc przez okno. Jej mąż z kolei w sypialni pakował swoje ubrania do walizki. Kobieta nie miała zamiaru go zatrzymywać. Miała dość tych wszystkich awantur. Po kwadransie Artur wyszedł z mieszkania z hukiem. Monika się już totalnie rozkleiła. Ze złości strąciła stojącą obok niej szklankę. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Jej syn był u babci, a jej nie chciało się samej siedzieć w czterech ścianach. Wzięła swój telefon i zaczęła przeglądać kontakty. Pierwsze, co zrobiła, usunęła numer swojego męża. Potem przewijała kontakty dalej. Krzysiek nie, bo pilnuje syna. Ola? Też nie. Miała być u ojca na kolacji. Emilka! Ona nie miała nic w planach. Może się nic nie zmieniło- pomyślała i wykręciła numer do koleżanki. Odebrała już po pierwszym sygnale.
-Cześć Emilia, co dzisiaj robisz?
-Spędzam czas przed telewizorem- powiedziała.
-A może masz ochotę na piwo? Siedzę sama w domu, nudzę się. Nie mam co ze sobą zrobić.
-Na piwo, może nie, ale możesz do mnie przyjść. Zrobimy sobie babski wieczór.
-Ok, to będę za pół godziny. Ogarnę się trochę i przyjadę.
Monika się rozłączyła i zaczęła szykować do wyjścia. Nie chciało jej się sprzątać tego bałaganu, którego zrobiła z Arturem, dlatego poszła do łazienki zmyć rozmazany makijaż i zrobić sobie nowy. Gdy skończyła, poszła do sypialni, żeby wybrać ubranie. Otworzyła szafę i zaczęła przeglądać.  W końcu zdecydowała się na biały top, na to czerwoną marynarkę i do tego dżinsy. Gdy już była ubrana, wzięła klucz od samochodu, zamknęła mieszkanie i poszła w stronę swojego samochodu. Chciała już wsiąść, ale ktoś złapał ją za ramię. Lekko się przestraszyła. Miała nadzieję, że to nie Artur. Bała się odwrócić.
-Monika, zaczekaj- powiedział dobrze znany jej głos.
Monika spojrzała na mężczyznę, który stał za nią. Wiele nie dostrzegała, bo było ciemno. Widziała tylko lekki zarys sylwetki, ale wiedziała, że nie ma czego się bać.
-Co ty tutaj robisz?- zapytała niepewnie.
-Przyjechałem, żeby ci oddać portfel. Zostawiłaś go na biurku, na komendzie. Chciałem ci go oddać, ale ty tak szybko wyszłaś, że nie zdążyłem cię dogonić- powiedział, podając przedmiot.
-Dzięki- odparła, biorąc z dłoni Krzyśka portfel. Chciała już wsiąść do samochodu, ale Krzysiek ją powstrzymał.
-Zaczekaj.
-Krzysiek, przepraszam, ale umówiłam się z Emilią- Monika chciała zamknąć drzwi, ale jej kolega je złapał.
-Monika, bo ja byłem tutaj wcześniej i słyszałem, co się działo u was w mieszkaniu. Wszystko w porządku?
-W jak najlepszym- odpowiedziała. Nie miała ochoty rozmawiać o tym co się stało. Miała na ten dzień dosyć mężczyzn, chociaż wiedziała doskonale, że on nie odpuści. Chciała jak najszybciej odjechać spod bloku.
-Monika, przecież widzę, że się coś dzieje. No mów- przyjaciel nalegał. Chciał wiedzieć, co się stało, bo od rana była jakaś niemrawa. Nie chciał w pracy poruszać tematu, bo nie mieli zbytnio czasu, a już od dłuższego czasu widział, że jest coś nie tak. Ten portfel to była tylko wymówka. Sam jej go wyjął z torebki, gdy była w toalecie poprawić makijaż. Chciał mieć jakiś pretekst do odwiedzin przyjaciółki. Monika wzięła głęboki wdech i zamknęła oczy. Nie wiedziała, czy powiedzieć co jest grane, czy nie. W końcu zebrała się w sobie i postanowiła jednak porozmawiać z Krzyśkiem. Zadzwoniła do Emilii, odwołując spotkanie, a mężczyznę zaprosiła do mieszkania.
-Sorry za ten bałagan. Trochę nas poniosło.
-Trochę? Awanturę było słychać na dworze. Powiesz co się dzieje?- Krzysiek przykucnął przy przyjaciółce, która akurat zbierała kawałki potłuczonych naczyń. Kobieta wypuściła to co trzymała w dłoniach, po czym się podniosła i obróciła się do okna. Wahała się, czy dobrze robi, obarczając Krzyśka swoimi problemami.
-Czemu on mi to robi? Czemu?- zapytała ze łzami w oczach.
-Monia, nie płacz. Wszystko się ułoży- próbował jakoś pocieszyć koleżankę
-Co ma się ułożyć? Mam męża, dla którego nie liczę się ani ja, ani Franek.
-O co poszło?
-No bo chodzi o to, że...- Monika nie skończyła, bo usłyszała, że ktoś przekręca klucz w drzwiach. Bała się, że to Artur. Podeszła do drzwi. Nie wiedziała, czego się spodziewać.

1) Jak się podoba pierwsze opowiadanie z trzeciej serii?
2) Kto przyszedł do Moniki?
3) O co poszła kłótnia Moniki i Artura?

środa, 7 października 2015

II. 27 Szczęśliwe zakończenie

Kilka dni później
Właśnie miała się odbyć operacja Franka. Monika od rana była zdenerwowana, a Ola próbowała ją uspokoić, ale ona bardzo się bała.
W końcu nadszedł ten czas. Do sali Franka, gdzie była przy nim jego mama, ciocia i Jacek, który pozwolił Frankowi mówić do siebie "wujek" przyszedł lekarz, który podał Frankowi odpowiednie środki, po których zasnął. Potem zabrali Franka na salę operacyjną. Monika cały czas siedziała przy drzwiach i czekała aż ktoś wyjdzie z sali i przekaże, co z jej synem. Sprawdzała również co chwila telefon, czy nie dzwoniła jej mama albo teściowa w sprawie Artura. Po kilku godzinach czekania, wyszedł lekarz. Przekazał Monice jak przebiegła operacja. Kobieta usiadła i odgarnęła swoje blond włosy do tyłu. Była szczęśliwa, że operacja się udała. Teraz została tylko rehabilitacja.
Franka przewieźli na jego salę. Monika, Ola i Jacek siedzieli już przy chłopcu. Czekali aż wybudzi się z narkozy.
Po dwóch godzinach zaczął się budzić. Monika od razu go przytuliła i powiedziała, że był dzielnym chłopcem
Sześć miesięcy później
Franek robił co raz większe postępy w rehabilitacji, chociaż nie jest jeszcze w stanie chodzić samodzielnie. Musiał podpierać się na kulach. Monice oraz Oli urósł przez ten czas brzuszek. Okazało się, że obie siostry spodziewają się córek. Przez te sześć miesięcy nie było również żadnych wiadomości w sprawie Artura, przez co Monika po mału przestawała wierzyć, że jej mąż się jeszcze obudzi. Nie wiedziała jeszcze wtedy jaka niespodzianka na nią czeka.
Dwa miesiące później
Monika miała przed sobą już spory brzuch, przez co było jej trudniej funkcjonować. Na ostatniej wizycie u ginekologa, lekarz powiedział, że może urodzić w każdej chwili, mimo tego, że termin ma na za dwa tygodnie.
Był poniedziałek. Monika leżała i oglądała telewizję. Nie miała siły nic robić. Franek siedział w swoim pokoju i się bawił. Kobiecie jednak się nudziło.
-Franek- zawołała syna do siebie. Po pół minucie chłopiec zjawił się w salonie.
-A może poszlibyśmy dzisiaj do taty?- zaproponowała.
-Ale tata przecież cały czas śpi- powiedział obojętnie Franek- Nawet sobie z nim nie pogadam- siedmiolatek posmutniał.
-Wiem, że ci brakuje taty, no ale jak nie chcesz, to zawiozę cię do cioci Oli i wujka Jacka.
-A możesz mnie zawieźć do wujka Krzyśka i cioci Julii. Chciałbym się zobaczyć z Tośkiem- powiedział Franek.
Monika popatrzyła na niego. Wolałaby, żeby jechał z nią, ale nie chciała też go brać tam na siłę, więc się zgodziła. Uszykowali się i Monika zadzwoniła po Krzyśka, żeby przyjechał po nią i Franka. Ostatnimi czasy w ogóle nie jeździła samochodem, przez swój brzuch. Po piętnastu minutach zjawił się Krzysiek, któty zawiózł Monikę do szpitala, a Franka zabrał do siebie.
Monika weszła do sali, gdzie znajdował się Artur. Był podłączony do mnóstwa urządzeń. Leżał tak bezbronnie na łóżku. Monika przysunęła sobie krzesełko i siadła, biorąc w swoją dłoń, dłoń Artura. Zaczęła do niego mówić
-Kochanie, tak mi i Frankowi brakuje ciebie, mógłbyś się wreszcie obudzić. Franek ciągle się pyta, kiedy się obudzisz, bo bardzo chce, żebyś zobaczył jak gra w piłkę nożną i wygrywa z Tośkiem- Monika otarła kapiącą łzę i mówiła dalej- A nam urodzi się niedługo córeczka. Tak bardzo chcę, żebyś był przy porodzie. Musimy jeszcze wybrać imię. Proszę, obudź się- powiedziała Monika, której z oczu płynął strumień łez. Wtedy stało się coś niesamowitego. Artur zaczął się dusić przez rurkę intubacyjną, co oznaczało, że się budzi. Monika natychmiast poszła do lekarza. On kazał jej usiąść na korytarzu i chwilę poczekać. Kobieta usiadła na krześle i wtedy poczuła silny skurcz. Poprosiła jakąś starszą kobietę, żeby poszła po pielęgniarkę. Po chwili pojawiła się pani, która zabrała natychmiast Monikę na salę porodową. Monika była trochę przerażona, ale z drugiej strony szczęśliwa.
Po 6 godzinach ciężkiego porodu, mama mogła wziąć swoją córeczkę na ręce. Dziewczynka była taka drobniutka. Mała krzyczała w niebogłosy. Położna pokazała Monice jak złapać dziewczynkę i ją nakarmić. Gdy mała Kownacka dostała cyca, od razu się uspokoiła.
-Pani doktor- powiedziała Monika- na neurochirurgii leży mój mąż, czy mogłabym się z nim zobaczyć?
-Ale pani powinna teraz leżeć i odpoczywać- odparła lekarka.
-Ja wiem, ale ja chcę się z nim zobaczyć.
Ginekolog spojrzała na Monikę, ale w końcu uległa. Poprosiła pielęgniarkę, żeby zawiozła Monikę na wózku do jej męża.
-W której sali leży pani mąż?- zapytała się brunetka.
-27- rzekła.
Po chwili były już pod salą Artura. Pielęgniarka zostawiła ją sam na sam z mężem.
Artur właśnie spał, podobnie jak jego córeczka. Monika nie miała serca budzić ani małej, ani Artura, więc siedziała w ciszy, myśląc, jak dadzą na imię małej. Wtedy drzwi do sali otworzyły się i w jednej chwili cisza została przerwana płaczem dziecka. W drzwiach ukazał się zdyszany Krzysztof. Na krzyk noworodka, zbudził się również jego ojciec. Monika popatrzyła na przyjaciela groźnym wzrokiem. Z kolei uwagę Krzysztofa i Artura przykuło małe dziecko, które Monika trzymała na rękach.
-To nasz dzidziuś?- zapytał Artur nie pewnie, chociaż odpowiedź była dla niego jasna.
-No jasne, że tak. To nasza mała córeczka, która będzie miała na imię Nadia- rzekła Monika, bujając na rękach, krzyczącą córeczkę.
-Przepraszam, chyba w czymś przeszkodziłem- powiedział Krzysiek, wycofując się.
-Nie, nie przeszkadzasz. Chodź tutaj- Kownacka uśmiechnęła się do przyjaciela. Krzysiek podszedł bliżej i popatrzył na małą Nadię. Uśmiechnął się do małej.
-Gratulacje dla rodziców- powiedział mężczyzna.
-Dziękujemy. Monika, mogę potrzymać?- powiedział Artur.
-No pewnie- Monika wstała ostrożnie z wózka i podała mężowi Nadię. Uśmiechnął się do małej i ją przytulił.
-Pani Kownacka, musimy już wracać- powiedziała pielęgniarka- Proszę wziąć małą i jedziemy na salę.
Monika wzięła Nadię, poprosiła Krzyśka, żeby przywiózł Franka do szpitala i pielęgniarka zawiozła ją na salę.
Gdy pielęgniarka pomagała Monice, na salę przyszła kobieta z małym dzieckiem. Blondynka z początku nie zwróciła uwagi na brunetkę, bo była zajęta swoim dzieckiem. Po chwili się zorientowała z kim dzieli salę.
-Ola?- zapytała przecierając oczy.
-We własnej osobie siostra- powiedziała tuląc swoją córkę.
Po chwili w sali pojawił się Jacek z wielkim bukietem kwiatów. Trochę się zmieszał, widząc Monikę.
-Gdybym wiedział, kupiłbym dwa bukiety.
-Nic nie szkodzi. Chodź do nas. Jak daliście swojej córce na imię?
-Olga, a ty Monika swojej?- zapytała Ola.
-Nadia. A w ogóle, to nie wiem czy wiecie, ale Artur się obudził. To jest niesamowite, bo chwilę później zaczęłam mieć skurczę.
-No widzisz. Mówiłam, że się obudzi za nim urodzisz?
-No mówiłaś. Dzięki, że mnie wspierałaś.
-Przecież jesteśmy siostrami- Ola puściła oko w stronę Moniki.
Potem przyjechał Krzysiek z Frankiem. Syn Kownackich aż skakał z radości, że został starszym bratem i że jego tata w końcu się obudził. Przyjechali też Joanna i Wojciech, którzy wszystkim gratulowali.
Po czterech dniach mamy opuściły szpital, a Artur pięć dni po nich. Wszyscy są szczęśliwi, że to wszystko tak się zakończyło.

Juhu, skończyłam drugą serię, co oznacza, że zacznę pisać opowiadania z nowymi wątkami, które będą bardzo zaskakujące, ale nic więcej nie zdradzam.

niedziela, 27 września 2015

II. 26 Kwieciński, festyn, wyjazd do Austrii

Monika razem z Olą poszły do gabinetu Kwiecińskiego. Usiadły na krzesełkach na przeciwko podinspektora.
-Kownacka, Wysocka, czy możecie mi powiedzieć, co robiłyście tyle czasu w tym szpitalu?- zapytał. Widać było, że nie jest zadowolony, że policjantki odpuściły służbę.
-Panie inspektorze, niech pan zrozumie Monikę- Ola zaczęła bronić siostry- Jej mąż leży w śpiączce w szpitalu.
-A co mnie to obchodzi?!- krzyknął.
-Wie pan co? Myślałam, że umie pan okazać odrobinę empatii- Ola zaczęła się unosić. Nie mogła znieść zachowania podinspektora.
-Chcecie wiedzieć co jest grane? Rok 2013, mroźny styczeń. Jeden z patroli dostaje wezwanie, żeby pomóc drogówce przy wypadku. Na miejscu okazuje się, że ojciec policjantki nie żyje. Do tego jeszcze jest jedna ofiara śmiertelna. Kownacka, ty chyba powinnaś kojarzyć tą sprawę, bo z tego co pamiętam, to ty byłaś tam na miejscu- Kwieciński nie oszczędzał Monice nerwów.
-Ale o czym pan mówi?- Monika z początku nie rozumiała z początku mężczyzny.
-Aneta Kwiecińska? Mówi ci to coś?
Monika przypomniała sobie teraz wszystko. Jakoś wcześniej nie skojarzyła faktów, nawet jak był wtedy na zastępstwie nie zorientowała się.
-To była pana córką? Prawda?
-Brawo Kownacka! Ale dopiero teraz się zorientowałaś? A i myślisz, że to porwanie, to przypadek? Co prawda nie planowałem tego z twoim mężem, ale no cóż. Jak nie straciłaś syna, to stracisz męża i też będziesz cierpieć po stracie bliskiej osoby tak jak ja.
-To pan odnalazł biologicznego ojca Franka i to zaplanował? Nie wierzę i to przez ten nieszczęśliwy wypadek. Wie pan co? Nigdy, ale to nigdy nie spotkałam takiego podłego człowieka jak pan. A w ogóle, to ja powinnam odegrać się na panu, za to, że pańska córka zabiła mu ojca, bo nie wiem, czy pan pamięta przyczynę wypadku. To była wina pana córki, ale oczywiście lepiej myśleć, że to czyjaś wina. Lepiej było się pogodzić z tym. Tylko ja też w tym wypadku straciłam bliską osobę. Ale czy ja za to kogoś winię? Nie, ale niech pan wie, że za tą akcję z Frankiem pan odpowie- Monika po tych słowach wyszła załamana z gabinetu. Poszła do łazienki się wypłakać. To było dla niej za dużo. Ola w tym czasie kończyła rozmowę z Kwiecińskim, po czym poprosiła, żeby go aresztowali. Potem zaczęła szukać swojej siostry. W końcu znalazła miejsce, gdzie Monika się skryła.
-Tutaj jesteś siostrzyczko- powiedziała Ola, widząc Monikę odetchnęła z ulgą. Bała się, że Monika pod wpływem emocji coś sobie zrobi.
-Dlaczego, to mnie spotyka? Wszystkie nieszczęścia spadły na mnie w jednej chwili.
-Siostra, zobaczysz. Jeszcze wszystko się ułoży. Kwieciński już jest na dołku, a rodzice jadą do Wrocka.
-Ale to, że on siedzi na dołku, nie sprawi, że Artur się obudzi, ani tego, że Franek zapomni o tych traumatycznych wydarzeniach- powiedziała, wtulając się w siostrę.
-Codź, pojedziemy do mnie i Jacka. Pisał już do mnie, że Franek się już dopytuje.
Sierżant otarła łzy i razem z posterunkową poszły się przebrać, a potem pojechali do Jacka.
Kobiety dotarły do mieszkania. Franek już dawno spał. Jacek powiedział, że zasnął jak tylko wrócili do domu, chociaż wypytywał się o Zenona, Monikę i Artura. Monika zajrzała delikatnie do pokoju, w którym spał jej syn, ale on ani drgnął. Zamknęła drzwi najciszej jak umiała i poszła się wykąpać, a potem położyła się w salonie. Jacek i Ola poszli spać do sypialni.
1,5 tygodnia później
Monika przez te 1,5 tygodnia codziennie przesiadywała w szpitalu przy Arturze, ale jego stan był cały czas taki sam. A Kwieciński i ten Zenon? Czeka ich sprawa w sądzie. Monika umawia się również swojego syna na wizyty u psychologa.
Nadeszła sobota. Monika z jednej strony cieszyła się, że jest szansa na uzbieranie pieniędzy na operację. Z drugiej strony była nadal smutna, że jej mąż był w śpiączce. Festyn zaczął się o 11, skończył o 20, a potem zostali jeszcze uczcić kwotę, jaką uzbierali. O 22 Monika razem z synem wrócili do swojego mieszkania. Kobieta zaczęła szukać zakwaterowania i bilety na najbliższy lot. Była szczęśliwa, że istnieje szansa na to, że jej syn będzie chodził. Z drugiej strony było jej przykro, że musi jechać i zostawiać Artura samego, ale pocieszeniem było dla niej, że jej mama będzie we Wrocławiu, bo Ola z Jackiem jadą razem z nią, żeby jej pomóc przy Franku.
Tydzień później
Dzień przed wyjazdem odbyła się impreza pożegnalna Kownackiej. Nadszedł czas wylotu. Było sporo zamieszania. Monika była jeszcze przed lotem u Artura. Zapomniała o paszporcie i Krzysiek musiał jechać do mieszkania Moniki. Wszyscy się pożegnali ostatni raz.
Monika, Franek, Ola i Jacek siedzieli już w samolocie, który po 15 minutach wystartował, a po niedługim locie byli na miejscu. Po odebraniu bagaży wsiedli do taksówki i pojechali do mieszkania, które Monika wynajęła na 6 miesięcy. Rozpakowali swoje walizki i postanowili pójść na spacer, aby poznać okolice. Zaszli do jakiejś knajpki, żeby coś zjeść i zrobili małe zakupy. Potem wrócili do mieszkania i poszli spać.

wtorek, 22 września 2015

II. 25 "Ja się tak o niego boję"

-Artur, słyszysz mnie?- Kownacka potrząsnęła swoim mężem.
-Monika, kocham cię- to były ostatnie słowa przez niego wypowiedziane, bo zaraz potem zamknął oczy i przestał oddychać. Monika zaczęła płakać i nie wiedziała co robić. Po chwili przybyli ratownicy, którzy zaczęli go reanimować. Monika przytuliła do siebie synka, który bardzo płakał. Oboje bali się, że Artur może umrzeć.
-Gdzie go zabieracie?- zapytała Monika lekarzy, którzy reanimując, nieśli Artura do karetki.
-Na Traugutta- odpowiedział ratownik i z Arturem na noszach udali się do karetki, żeby jak najszybciej go przetransportować do szpitala.
Do pomieszczenia wpadła Ola. Zobaczyła swoją siostrę, która przytulała swojego syna.
-Mamo, czy tata umrze?- Franek zapytał przerażony tym wszystkim.
-Nie, nie umrze. Mam taką nadzieję- powiedziała Monika i pocałowała Franka w czoło. Bała się bardzo o swojego męża. Ola wpadła do pomieszczenia, gdzie była jej siostra ze swoim synem.
-Monika, wszystko w porządku?
-W porządku? Nic nie jest w porządku. Artur został postrzelony, a ty się pytasz, czy wszystko jest w porządku? A jak on nie przeżyje?- Monika krzyczała przez łzy.
-Monika uspokój się. Zobaczysz, wszystko się ułoży. Artur przeżyje, a teraz chodź, pojedziemy do domu- Ola objęła Monikę.
-A możemy pojechać do szpitala? Proszę- Monika się już nie co uspokoiła. Bliskość jej siostry podziałała na nią kojąco.
-Nie ma problemu. Chodź Monia.
Ola jedną ręką wzięła wózek, na którym siedział Franek, a drugą objęła siostrę i poszli do radiowozu. Wsiadły do auta i pojechały do szpitala.
Gdy dotarły na Traugutta, Monika nie zważając na nic pobiegła szybko do szpitala.
-Co z moim mężem?- zapytała zdenerwowana rejestratorki.
-Spokojnie, niech pani najpierw powie jak pani mąż się nazywa.
-Artur Kownacki.
-Pan Artur jest w tej chwili na sali operacyjnej.
Rejestratorka nie zdążyła skończyć, a Moniki już przy niej nie było. Chwilę później w rejestracji pojawiła się Ola z Frankiem, gdzie ta sama pani co rozmawiała z Moniką powiedziała, gdzie mają się udać. Ola dołączyła do Moniki, która siedziała na krześle i miała twarz schowaną w dłoniach.
-Mamo, co z tatą, gdzie on jest?
-Tata jest na sali operacyjnej. Ma operację.
-A kiedy będę mógł się z nim zobaczyć?
-Nie wiem synku, nie mam pojęcia. Mam nadzieję, że nie długo.
-Monika, zobaczysz, będzie dobrze.
-Chcę w to wierzyć, ale jak widziałam go w takim stanie... Ja nie chcę go stracić- Monika zaczęła ryczeć. Ola cały czas ją przytulała. Franek przyglądał się całej sytuacji. On również bał się o swojego ojca.
Operacja trwała już kolejną godzinę. Monika nie mogła wysiedzieć i chodziła po korytarzu w kółko. Ola zadzwoniła po Jacka, żeby zabrał ze szpitala Franka.
-A czy jak tata się obudzi, przyjedziesz po mnie ciocia?- zapytał, zapinając pas.
-Oczywiście Franek- powiedziała, przytulając swojego siostrzeńca.
Ola wróciła do Moniki, która właśnie rozmawiała z lekarzem.
-Dziękuję za informację- to były jedyne słowa jakie Ola usłyszała. Podeszła do swojej siostry.
-Co z Arturem?
-Całe szczęście żyje, ale jak ten skurwiel do niego strzelił i on upadł to uderzył głową o podłogę. Ma jakiś uraz mózgu i lekarz powiedział, że nie wiadomo kiedy się obudzi, a jak się obudzi to nie wiadomo, czy będzie w pełni sprawny. Ja się tak o niego boję. W ogóle się zastanawiam jak on się tam znalazł- powiedziała, przytulając się do siostry.
-Monika, zobaczysz, Artur się obudzi za nim zbierzesz pieniądze na operację Franka. A co do pojawienia się Artura na miejscu, to Jacek wysłał mu sms-a z opisem całej sytuacji, ale to nie jest temat na teraz. Później o tym porozmawiamy.
-Chciałabym być taką optymistką. Ja to będę szczęśliwa, jak on się obudzi chociaż przed porodem.
-Zobaczysz, jeszcze z Jackiem będą składać łóżeczka dla naszych maleństw- Ola położyła dłoń na brzuchu siostry. Chciała jej pokazać, że Artur ma dla kogo walczyć i na pewno się obudzi.
-Mam nadzieję, że masz rację. Zawieziesz mnie do mamy?
-Chcesz jechać do mamy? A może najpierw pojedziemy się przebrać na komendę?- posterunkowa spojrzała na sierżant.
-Masz rację- Monika się nareszcie uśmiechnęła.
Siostry poszły do radiowozu, którym przyjechały do szpitala i pojechały na komendę, aby się przebrać.
Kiedy dotarły na miejsce, czekała je niemiła niespodzianka. Gdy tylko weszły na posterunek, Kwieciński chciał z nimi rozmawiać.

No dobra, koniec na dzisiaj.
1) Co chciał Kwieciński?
2) Zaskoczeni? Myśleliście, że to może być Artur?

niedziela, 20 września 2015

II. 24 Odnalezienie Franka, komplikacje

-To mms- powiedziała Monika i go otworzyła. Zobaczyła swojego syna, który był przerażony.
"Mamo, albo dasz 50000, albo nigdy mnie nie zobaczysz"- Franek przeczytał z kartki i to był koniec filmiku. Monika się przeraziła. Ola domyślała się, o czym myśli teraz Monika. Widziała też łzy w jej oczach.
-Trzeba działać- powiedziała Ola i połączyła się z Jackiem- 00 dla 06 zgłoś się.
-00 zgłaszam się.
Ola wzięła telefon od Moniki.
-Słuchaj, potrzebuję namierzyć telefon. Numer to 884******. Pilnie. Franek jest w niebezpieczeństwie.
-Daj mi chwilę.
Ola oddała telefon siostrze i w milczeniu czekały na wieści. Monika cały czas szlochała. Bała się bardzo o swojego syna. Ola ją przytuliła i zaczęła pocieszać, że wszystko będzie dobrze i, że jeszcze dzisiaj Franek zaśnie w swoim łóżku. Monika chciała w to wierzyć, ale było jej trudno.
-Chodź, jedziemy na komendę- powiedziała Ola i pomogła jej wstać. Poprosiła dyrektorkę tylko, żeby przywiozła na komendę jej nagrania z monitoringu, który jest w szkole.
Policjantki siedziały już w radiowozie i Ola miała ruszać, gdy odezwał się Jacek.
-Szóstka, namierzyliśmy ten telefon. Ostatnie miejsce logowania to ulica Moniczna. Wysłaliśmy już tam oddział AT, dwa patrole oraz karetkę pogotowia.
-Mamy tam jechać?
-Tak, ale masz uważać, żeby Monika nie zrobiła czegoś głupiego- Jacek martwił  się o nie, żeby nic się im nie stało i, żeby Monika pod wpływem emocji nie zrobiła czegoś, czego żałowałaby do końca życia.
-No jasne Jacek, jedziemy tam. Bez odbioru.
Ola odłożyła szczekaczkę i dodała gazu. Po pół godzinie przebijania się przez miasto, Ola dojechała na ulicę Moniczną, która leżała we wrocławskim trójkącie bermudzkim. Na miejscu było już kilka radiowozów i jedna karetka pogotowia. Monika chciała już wyjść z auta, ale Ola ją zatrzymała, a do kobiet podszedł dowódca jednostki AT.
-Co z moim dzieckiem?!- Monika to wykrzyczała.
-Spokojnie, już odpowiednie służby zajmują się wszystkim.
-Co jest z Frankiem? Żyje?
-Tak, Franek żyje, ale ten Zenon zabarykadował się z nim w jednym z mieszkań, ale nie ma co się martwić. Wszystko mamy pod kontrolą- powiedział, próbując uspokoić Kownacką, ale ona i tak nie chciała się nikogo słuchać. Wysiadła z auta i podbiegła do okna, gdzie Franka i Zenona obserwowali antyterroryści.
-Monika, nie rób nic głupiego- powiedział jeden z policjantów. Kobieta jednak nie chciała go słuchać. Wybiła szybę pałką i wskoczyła do mieszkania przez okno. Szybko podeszła do Franka, który był zapłakany. Przytuliła go mocno, a on się uspokoił. Jednak po chwili do pomieszczenia wszedł biologiczny ojciec Franka.
-No, widzę, że pojawiła się kochająca mamusia- powiedział i wyciągnął broń w stronę Moniki i Franka- No ale długo się sobą nie pocieszycie.
Zenon nacisnął spust pistoletu i strzelił. Nie trafił jednak ani Franka, ani Moniki. Do pokoju wpadli policjanci, którzy obezwładnili mężczyznę, a Monika podbiegła do osoby, która leżała w kałuży krwi.

Lubię być wredna, tak wiem. Poczekacie sobie trochę na kolejny rozdział teraz. Jak myślicie, kto został postrzelony?